Radek Psiurski należy do tej kategorii detektorystów, dla których same poszukiwania to za mało. Potrzebuje dodatkowych emocji, a tych dostarczają mu zdjęcia, które realizuje w trakcie poszukiwań. Powstaną z nich krótkie reportaże, które oddadzą klimat terenowych badań. I rozmawialibyśmy tylko o tym, gdyby nie fakt, że Radek ma na swoim koncie też fantastyczne znaleziska, a wśród nich papieską bullę. Czym będzie kanał Coins Hunters i jak to jest znaleźć zabytek, o którym piszą media w całym kraju? O tym i o innych wątkach rozmawiamy z Radkiem Psiurskim, detektorystą z Łodzi.

Reklama

zdziennikaodkrywcy.pl: – Jesteś doświadczonym poszukiwaczem i filmowcem. Dużo podróżujesz. Z tej pasji powstaje Coin Hunters TV. Opowiedz więcej o swoim pomyśle.

Radek Psiurski: – Koncepcja Coins Hunters narodzła się dość dawno. Robocza nazwa dla tego projektu brzmiała “Łowcy monet”. Zmieniłem ją z czasem na bardziej kosmopolityczną. Tak naprawdę noszę się z tym projektem już ponad dwa lata. W ramach Coins Hunters chcę prezentować przede wszystkim sylwetki poszukiwaczy, archeologów, muzealników i eksploratorów oraz wszystkich osób związanych z historią i archeologią oraz eksploracją. Chcę pokazać ich nie tylko podczas prac wykopaliskowych, rekonstrukcyjnych czy archeologicznych, ale też przybliżyć ich pasje, plany oraz życie codzienne.

– Myślisz, że uda ci się przekazać przez swoje filmy emocje, które towarzyszą nawet najmniejszym odkryciom? Czasem wydaje mi się, że osoby, które nie miały w ręku wykrywacza, kompletnie nie rozumieją naszej pasji.

fot. Witktor Stusio

– Mam taką cichą nadzieję. Na tę chwilę udało mi się ukazać klimat poszukiwań. Wiele osób pisało do mnie w tej sprawie. Moi znajomi dopiero po obejrzeniu udostępnionych odcinków “Okruchów Historii” dowiedzieli się, co tak naprawdę robię w ramach badań. Do tej pory sądzili, że wykopuję głębokie doły, w których zalegają upragnione monety. Chciałbym w reportażach przekazywać emocje, ale też podnosić świadomość poszukiwaczy, kreować odpowiedzialne zachowania poszukiwaczy, nawet tych niedzielnych. Przecież każdy z nas był kiedyś początkującym detektorystą.

– Masz na swoim koncie fantastyczne znaleziska. Któremu odkryciu towarzyszyły największe emocje? I jak to jest znaleźć papieską bullę?

– Po prostu mam niesamowite szczęście. Tak naprawdę na tle kolegów z kilkunastoletnim doświadczeniem nadal jestem debiutantem. Zaczynałem swoją przygodę z wykrywaczem tuż przed zmianą ustawy o ochronie zabytków. Z bullą było troszkę inaczej. Pod koniec poszukiwań zmęczenie i niesprzyjająca aura dawały się we znaki. To miał być ostatni sygnał, po którym miałem zakończyć dzień. Ale był potężny. Myślałem, że to dużych rozmiarów plomba. Nie miałem świadomości, co to za odkrycie. Po powrocie do Łodzi obudził mnie telefon od Wiktora Stusio, który z ekscytacją w głosie zapytał, czy wiem, co znalazłem. Wtedy nastąpiła radość połączona z zaskoczeniem i ogromną satysfakcją. Pomyślałem, że jednak do czegoś jeszcze oprócz filmowania się przydałem.

fot. Witktor Stusio

– Współpracujesz na co dzień z archeologami. Co słyszysz z ich ust na temat poszukiwaczy?

– Archeolodzy są podzielni na zwolenników i przeciwników współpracy z detektorystami, w równym stopniu jak my w swoim środowisku jeśli chodzi o pracę z archeologami. Nie lubią świadomych niszczycieli zabytków i tych, którzy działają bez pozwoleń. Mam tę przyjemność i szczęście pracować z archeologami postępowymi, którzy sprzyjają naszej pasji. Uważam, że to idealna symbioza.

 

– W połowie czerwca ma odbyć się kolejne spotkanie konsultacyjne z pracownikami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w sprawie zmian w prawie dotyczącym poszukiwaczy. Uważasz, że zmiana prawa jest niezbędna?

– Zmiany prawa są konieczne, bo nieprecyzyjne przepisy prowadzą do absurdalnych sytuacji. Byłoby cudownie, gdyby wszystkie środowiska, które dbają o ochronę dziedzictwa, kierowały się etyką i wzajemnym szacunkiem.

– W jaki sposób społeczność poszukiwaczy i czytelnicy portalu www.zdziennikaodkrywcy.pl mogliby ci pomóc w tworzeniu reportaży z terenu?

– Właściwie gdyby nie głosy poparcia i akceptacji ze strony kolegów poszukiwaczy oraz czytelników, mój projekt nie ruszyłby nigdy z miejsca. Wprawdzie jest on na poziomie amatorskim, ale może w przyszłości uda mi się powrócić do półprofesjonalnych produkcji. Wielu kolegów po szpadlu pomaga mi nie tylko dobrym słowem. Jestem im za to ogromnie wdzięczny. Kilku poszukiwaczy zgodziło się już ponad rok temu na wspólny wypad z wykrywaczami i kamerami. Mam nadzieję, że wytrwają do mojego przybycia. Są też zapowiedzi wsparcia w bardziej przyziemnej formie, na platformie patronite.pl. Czego więcej oczekiwać? Chyba już tylko sygnałów, najlepiej na monety.

Doceń i poleć nas:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here