“Najgorsze w moim przekonaniu jest to, że będąc detektorystą, jestem traktowany jak przestępca za samo posiadanie wykrywacza” – mówi Marek Zacharko, detektorysta, który niedawno powrócił do Polski po piętnastu latach nieobecności. W mocnym wywiadzie mówi o tym, czym różni się poszukiwanie zabytków w Wielkiej Brytanii od poszukiwania zabytków w Polsce i dlaczego trzyma kciuki za efekty rozmów środowiska poszukiwaczy, które niedługo odbędą się w ministerstwie. Opowiada też o swojej nowej pasji, którą zajął się po powrocie na Podlasie – wytwarzaniu produktów regionalnych.

zdziennikaodkrywcy.pl: – Organizator ciekawych wydarzeń dla detektorystów w Wielkiej Brytanii od pewnego czasu w Wielkiej Brytanii już nie mieszka. Przeniosłeś się na stałe do Polski?

Reklama

Marek Zacharko: – Tak, przeniosłem się już na stałe, przynajmniej mam taki zamiar. Jestem w Polsce już od końca października 2019 roku. Zawsze planowałem powrót, a Wielka Brytania była dla mnie tylko pewnym przystankiem. Co prawda wyjechałem tam w 2005 roku na 6 miesięcy, ostatecznie zostałem jednak 15 lat. Dzięki pobytowi na wyspach poznałem dużo ciekawych ludzi, z większością utrzymuję serdeczne kontakty.

– Co z aktywnościami, które realizowałeś poza granicami kraju? Czy można liczyć, że Marek Zacharko również w Polsce wcieli się w rolę organizatora wydarzeń dla detektorystów?

– Mam taki zamiar. Chcę organizować zloty w Polsce. Uważam, że świadomy detektoryzm, który nasze stowarzyszenie w Anglii promowało, da się przenieść na nasz polski grunt. W tym celu stworzyliśmy z Anna Lenk i Marcinem Urbańskim Stowarzyszenie w Polsce. Liderem w Polsce jestem ja, w Anglii Paweł Ptaszyński, który zgodził się ciągnąć ten wózek angielski i dzięki temu, że się dogadujemy, nasza współpraca jest pełna. Wymieniamy się doświadczeniami i wspieramy się w miarę możliwości.

Porównując Anglię do Polski jest dużo różnic. Rożnicę są wszędzie – w prawie do poszukiwań, w sposobie założenia stowarzyszenia i jego funkcjonowania, jak i w mentalności urzędników i samych poszukiwaczy. Przyznam się szczerze, że odwykłem od niektórych zachowań czy spojrzenia na rożne sprawy, ale powoli się przyzwyczajam.

Wcale nie uważam, że to co dzieje się w Polsce w zakresie prawa o poszukiwaniach, służy dobru ogólnemu, zachowania tożsamości czy dziedzictwa. Świadomy detektoryzm to droga do odkrywania naszej historii. Potrzeba płaszczyzny do współpracy, zaufania. Odnoszę wrażenie, że niektórzy ludzie, którym powierzono pieczę nad dziedzictwem narodowym, nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Przykładów można podać mnóstwo, ale nie takie było pytanie.

W UK wraz z kolegami organizowaliśmy przynajmniej dwie imprezy w roku. Można było o nich przeczytać na stronach portalu www.zdziennikaodkrywcy.pl. Zorganizowanie imprez czy zlotów w Anglii praktycznie nie wymaga żadnych formalności, natomiast w Polsce cała masę. Masę pozwoleń, dokumentów, które nie wiadomo komu są potrzebne, opłat skarbowych itd. Państwo polskie podchodzi do obywatela jak do potencjalnego złoczyńcy o barbarzyńskim usposobieniu, mającym na celu narażenie na straty finansowe kraju. Ja tak to widzę.

Organizując imprezy w Anglii w trochę innowacyjny sposób jeżeli chodzi o oprawę, wytyczyliśmy drogę jak takie imprezy powinny wyglądać i w chwili obecnej mało kto nie korzysta z naszych pomysłów, co nas bardzo cieszy, ponieważ uważam, że ludzie powinni się dzielić doświadczeniami, aby te hobby przebiegało w jak najlepszej atmosferze. W tym roku pandemia pokrzyżowała wiele planów jeżeli chodzi o zjazdy w Polsce, jak i zagranica. My, którzy organizujemy po raz szósty Zjazd w Anglii, czekamy na decyzje rządu w sprawie organizacji takich imprez. Nasza impreza ma się odbyć 17-18 października czyli w dość odległym na razie terminie i cicho wierzymy, że dojdzie do skutku.

– Osiadłeś na wschodzie Polski. Znalazłeś tam swoją przystań. Czym się teraz zajmujesz?

Jestem z Podlasia z dziada pradziada. Moja rodzina, tak przynajmniej mówią dokumenty, do których dotarłem, zamieszkuje Białystok od ponad 200 lat. Jestem chyba pierwszym, który chce się osiedlić na wsi. Dom udało mi się zakupić w 2004 roku w miejscowości, która od jakiegoś czasu stała się atrakcją turystyczną. Ma specyficzną zabudowę, swoją gwarę (która powoli umiera) i klimat. Ja mam to szczęście, że posiadam domek prawie stuletni, na którym zachowały zdobienia jak i okiennice bardzo charakterystyczne dla tego regionu.

Domek postanowiłem utrzymać w klimatach architektury historycznej i dzięki temu jest jedną z atrakcji dla zwiedzających. Staram się wykorzystać walory tego miejsca, aby zachęcić ludzi do odwiedzenia Podlasia. Zajęcie które wykonywałem w Polsce przed wyjazdem na wyspy, polegało na prowadzeniu imprez oraz pracy jako grafik komputerowy. Można śmiało powiedzieć, że grafiką zajmuję się już ponad 25 lat, tak samo jak pracą jako DJ w klubach.

Teraz po powrocie do Polski została mi zaproponowana praca w kultowym białostockim pubie. Niestety, sytuacja, z którą się obecnie mierzymy, uniemożliwia mi wykonywanie tej pracy. Mając trochę czasu, otworzyłem regionalistyczna stronę na Facebooku, w której staram się przedstawić walory miejsca, w którym żyję oraz w minimalnych ilościach wytwarzam produkty związane z regionem, takie jak sok z brzozy, który jest sezonowym produktem, zakwas z buraków, rożne syropy, w chwili obecnej syrop z mniszka i pędów sosny. Myślę, że z czasem uda mi się rozwinąć na tyle, aby mieć te produkty w większej ilości. Na ten moment jest to bardzo symboliczne i dochód z tego uzyskany pomaga mi w opłatach rożnego rodzaju potrzebnych do funkcjonowania .

– Gdzie można znaleźć twoje produkty?

– Na stronie, którą prowadzę na FB, ale tak jak mówiłem, ilości tego są minimalne i niekoniecznie mogą być dostępne.

– 28 maja odbędzie się spotkanie konsultacyjne przedstawicieli Departamentu Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z przedstawicielami środowisk skupiających poszukiwaczy. Czego spodziewasz się po tych rozmowach?

– Uważam, że rozmowy są potrzebne, aby zmienić procedury jak i przepisy dotyczące uprawiania hobby, jakim jest detektoryzm. Jako stowarzyszenie jesteśmy zrzeszeni w PZE od stycznia tego roku i naturalnie trzymamy kciuki za powodzenie tych rozmów. Czy coś z tego wyniknie, nie do końca jestem przekonany. Być może zostanie coś zapoczątkowane w celu poprawy sytuacji.

Nie wierzę natomiast, że to stanie się szybko. Buble prawne, które funkcjonują, podejście służb urzędniczych do obywatela, nie zmieniły się od czasu zakończenia wojny i nic nie wskazuje, aby te zmiany jakoś szybko miały nastąpić. Najgorsze w moim przekonaniu jest to, że będąc detektorystą, jestem traktowany jak przestępca za samo posiadanie wykrywacza, który można przecież legalnie kupić.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here