9,7 C
Warszawa
poniedziałek, 3 października, 2022

Pasjonaci historii z Sieradza odkryli depozyt lotnika

-

Ta historia z powodzeniem mogłaby posłużyć jako materiał do scenariusza filmu. O wojnie, o bohaterstwie, o ludziach, których połączył los. I o tym, jak wielką rolę w odkrywaniu historii odgrywają pasjonaci.

Ta niezwykła historia rozpoczęła się 7 września 1939 roku. To wtedy młody, zaledwie 24-letni ppor.pil. Paweł Łuczyński, który miał już na swoim koncie zestrzelenie dwóch niemieckich Dornierów Do-17, po raz ostatni w tamtej wojnie wzbił się w powietrze. W pogoni za bombowcem, w okolicach wsi Wrząca i Gruszczyce, w trakcie manewrowania swoim PZL P.11c, zawadził o czubek korony drzewa, po czym spadł na ziemię. Całe zdarzenie obserwowali mieszkańcy Wrzącej, którzy bez namysłu popędzili w stronę maszyny.

Paweł Łuczyński tkwił w zmiażdżonej kabinie samolotu – informuje Robert Kielek, który dokładnie prześledził wydarzenia sprzed 77 lat. – Miał złamaną nogę i poranioną twarz. Dwóch mieszkańców wsi: Pawlik i Kazimierczak przetransportowali go do domu Franciszka Popłonikowskiego, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Tam odnaleźli go Niemcy – dodaje.

Łuczyński, po pobycie w szpitalu we Wrocławiu, trafił do oflagu w Colditz, następnie do Prenzlau, a stamtąd do Neubrandenburg. Po zakończeniu działań wojennych pozostał w amerykańskiej strefie okupacyjnej. W 1949 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie osiadł w miejscowości Bismark, a następnie Niagara Falls.


Do tego momentu historia ta pokrywa się z wieloma podobnymi epizodami i biografiami polskich żołnierzy z tego okresu. I w tym miejscu można by zakończyć całą opowieść, gdyby nie nieoczekiwany splot okoliczności.

W latach ’90 Paweł Łuczyński Longin (pseudonim “Longin” przyjął służąc po wojnie w Brygadzie Świętokrzyskiej; stał się on później jego nazwiskiem) odnalazł rodzinę Popłonikowskich, która we wrześniu 1939 roku udzieliła mu pomocy. Odwiedził też miejsce, w którym rozbiła się jego maszyna.

Do Popłonikowskich trafił po emisji komunikatu w I Programie Polskiego Radia, w którym prosił o kontakt swoich wybawców lub ich potomków. Kontakt udało się nawiązać dzięki uczniowi szkoły w Błaszkach, który wysłuchał wcześniej opowieści o Łuczyńskim z ust Józefa Popłonikowskiego. To on kilka lat później usłyszał komunikat w radiu, a z informacją popędził do domu Popłonikowskich. Tak doszło do niezwykłego spotkania po latach.

Po latach o Pawle Łuczyńskim “Longinie” usłyszał historyk-amator lotnictwa polskiego Robert Kielek, który wcześniej interesował się historią “Karasia” ppor. Tadeusza Króla. Dziś w miejscu katastrofy samolotu, między innymi dzięki jego zaangażowaniu, znajdują się symboliczny krzyż i pomnik z tablicą, upamiętniającą poległych żołnierzy (ppor. Tadeusza Króla i kpr. Ignacego Mularczyka). – Kiedy ucichła salwa honorowa w Kozach pod Sieradzem, w miejscu rozbicia się “Karasia”, postanowiłem odszukać wszystkie okoliczne miejsca katastrof lotniczych z 1939 roku – wspomina. – Tak trafiłem do Wrzącej. Odwiedziłem miejsce katastrofy samolotu ppor. Pawła Łuczyńskiego, trafiłem do domu Popłonikowskich. Paweł Popłonikowski, wnuk Józefa, opowiedział mi wszystko, co zapamiętał z opowiadań dziadka na temat historii z 7 września. Dodał, że jeszcze w czasie, gdy Łuczyński przebywał u nich w domu, jego ojciec z bratem zakopali na polu depozyt z mapą i bronią osobistą pilota. Przedmioty te zabezpieczono uprzednio smarem i szmatami, a następnie złożono w skrzyni – dodaje.

Robert Kielek zainteresował sprawą innych pasjonatów lotnictwa, w tym kolegów ze stowarzyszenia “Wizna 1939”. Ta rozpoczął się kolejny rozdział historii.

Pasjonaci, dysponując odpowiednim sprzętem i pozwoleniami, postanowili odnaleźć drewnianą skrzynię. Pierwsze podejście nie przyniosło rezultatu. Próbę ponowiono 16 marca 2016 roku. Tego dnia, w miejscu wskazanym przez Pawła Popłonikowskiego, natrafiono na drewnianą skrzynię. Znalezisko trafiło do Muzeum Okręgowego w Sieradzu, gdzie dokonano jego otwarcia. Wszystkiemu, z dumą i nieskrywanym wzruszeniem, przyglądali się Robert Kielek, Dariusz Szymanowski (prezes stowarzyszenia “Wizna 1939”),  Adam Golański, archeolog, który wspomagał pasjonatów wiedzą i doświadczeniem, czuwając nad całością prac, a także Paweł Popłonikowski.

Tak zakończyła się historia, która rozpoczęła się 7 września 1939 roku. Historia, która nie znalazłaby takiego finału, gdyby nie sieradzccy miłośnicy lotnictwa na czele z Robertem Kielkiem i członkowie stowarzyszenia “Wizna 1939”. To zresztą nie pierwsza inicjatywa i nie pierwsza zagadka, która nie zostałaby rozwikłana, gdyby nie sam Robert Kielek. Ale o tym opowie on sam, w obszernym wywiadzie, który już niedługo ukaże się na stronach zdziennikaodkrywcy.pl.

Michał Młotek, fot. Robert Kielek


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Nie przegap

Musisz przeczytaćpolecane
teksty wybrane dla ciebie