10,6 C
Warszawa
sobota, 1 października, 2022

Monety za 2 miliony dolarów

-

Jeszcze miesiąc temu nie znaliśmy wyceny tego skarbu. Dziś wiadomo, że jego wartość wynosić może nawet 1,3 miliona funtów, czyli prawie 2 miliony dolarów. Brytyjskie media znów zajmują się sprawą odkrycia skarbu anglosaskich monet, do którego doszło w grudniu 2014 roku. I nie powinno to nikogo dziwić, bo było to jedno z większych amatorskich odkryć, do jakich doszło w ostatnich latach.

Przypomnijmy – 21 grudnia 2014 roku, podczas wyprawy grupy Weekend Wanderers Detecting Club, jej członek, Paul Coleman natrafił na skarb ponad 5 tysięcy srebrnych monet, pochodzących z XI wieku. Na pierwszych oczyszczonych sztukach dostrzec można było podobizny Ethelreda II Bezradnego oraz Kanuta Wielkiego – władców rządzących Anglią w pierwszej połowie XI wieku. Monety ukryte były w ołowianym pojemniku.

Już w pierwszych komentarzach specjalistów zwracano uwagę na doskonały stan zachowania numizmatów. Wskazywano, że być może nigdy nie trafiły do obiegu. Specjaliści spekulowali, czy pochodziły z mennicy w Buckingham, która oddalona była od miejsca odkrycia skarbu o zaledwie 20 kilometrów, czy nie. Dziś wiadomo już, że monety wybito w 40 różnych miejscach na terenie całej Anglii. A sam skarb ukryto najpewniej w ostatnich latach panowania Kanuta Wielkiego.

Tym razem skarbem z Buckinghamshire, bo to tam odkryto srebrne numizmaty, zajął się BBC. Dziennikarze, opisując kulisy odkrycia monet, przytaczają wypowiedzi specjalistów, zwracając uwagę na korzyści płynące ze zmiany w 1996 regulacji prawnych. Jak wiemy, brytyjscy poszukiwacze mogą prowadzić własne badania po uzyskaniu odpowiednich zezwoleń, nawiązaniu współpracy z muzeami i uzyskaniu pozwolenia właściciela terenu. To tak, oczywiście, w dużym skrócie, bo rzeczywistość bywa często bardziej skomplikowana. Trudno jednak przeczyć statystykom: w 1998 roku zgłoszono 201 odkryć, w 2013 roku już 993, a w 2014 roku już 1008. Zgłaszane znaleziska mogą być nabywane przez lokalne muzea – połowa ich wartości trafia do znalazcy, połowa do właściciela gruntu. Ze współpracy zadowoleni są i muzealnicy, i archeolodzy, i – oczywiście – poszukiwacze skarbów. A przy okazji właściciele gruntów, na których dokonano odkryć. Najbardziej jednak zyskuje na tym sama historia i wszyscy, którzy odnalezione skarby mogą później podziwiać w muzealnych gablotach.


W Polsce sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana. Odkrywcy, zgłaszając znaleziska, narażają się często na przykre konsekwencje. Ci, którzy mają uregulowaną sytuację prawną, i tak traktowani są z przymrużeniem oka, a w przypadku dokonania spektakularnego odkrycia, słyszą co najwyżej wymuszone “dziękuję”. Oczywiście, nikt z nas nie prowadzi poszukiwań dla zysku, dla splendoru, a dla historii. Każdy chce być jednak traktowany poważnie. Pozostaje jeszcze kwestia tego, ile znalezisk nigdy nie ujrzało i ile nigdy nie ujrzy światła dziennego w obawie przed konsekwencjami lub z powodu chęci zysku. Pytanie, czy na gruncie polskim to kwestia wyłącznie regulacji prawnych, czy też mentalności… Obawiam się, że ustawodawca przekonany jest, że bardziej tego drugiego. I że zmiana prawa w Polsce nic nie zmieni, a cenne odkrycia dalej będą lądować w szufladach czy – to zawsze najgorszy scenariusz – na internetowych aukcjach.

Wracając do skarbu z Buckinghamshire, można go obecnie zobaczyć w British Museum. A tych z was, którzy nie widzieli kultowych już zdjęć, dokumentujących odkrycie skarbu, odsyłam na strony grupy Weekend Wanderers Detecting Club.


ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane

Nie przegap

Musisz przeczytaćpolecane
teksty wybrane dla ciebie