Konspiracyjne archiwum Organizacji Jedności Narodowej odkryte w Wielkopolsce. “To odkrycie pokazało mi, że trzeba mieć oczy szeroko otwarte”

0

Organizacja Jedności Narodowej była polską organizacją konspiracyjną, która funkcjonowała na terenie Wielkopolski do 1941 roku, a więc do czasu, gdy dotknęła ją fala aresztowań. O działaniach OJN-u w pierwszych latach wojny wiadomo było niewiele. Brakowało relacji i źródeł. Do teraz. Niedaleko Jarocina doszło niedawno do odkrycia archiwum organizacji. W ukrytym w butelce pliku dokumentów znalazły się rozkazy, lista zaprzysiężonych członków, regulaminy i sprawozdania. Dokumentami związanymi z działalnością Organizacji Jedności Narodowej zaopiekował się ostatecznie Instytut Pamięci Narodowej. Na stronach www.zdziennikaodkrywcy.pl rozmawiamy z odkrywcą archiwum Krzysztofem Majtyką, który nie tylko uratował dokumenty przez zniszczeniem, ale też ujawnił odkrycie i doprowadził do ich przekazania do IPN-u.

Reklama

zdziennikaodkrywcy.pl: – Zacznijmy od początku, bo ta historia pokazuje, jak bardzo trzeba być czujnym. Pokazuje, że historia może kryć się wszędzie. Jesteś na placu budowy, wykonujesz swoją pracę i nagle widzisz starą butelkę, w której coś się znajduje. Jaka była twoja pierwsza myśl?

Krzysztof Majtyka: – Przez wiele lat pracy znajdowało się różne rzeczy, lecz przeważnie nie miały one żadnej historycznej wartości. W pierwszej chwili gdy, zobaczyłem tę butelkę, to przez głowę przeszła mi myśl: “trzeba uważać na szkło”. Jednak ta butelka była zupełnie inna, była stara, było też widać zawartość, starannie zwinięty papier, wiele stron dokumentów. Zabrałem ją z budowy, by sprawdzić, co znajduje się w środku.

– Rozumiem, że z tamtej perspektywy ciężko było ocenić, z czym możesz mieć do czynienia. Dlatego zdecydowałeś się otworzyć butelkę i wyjąć zwinięte w rulon kartki papieru. Co jako pierwsze rzuciło ci się w oczy? Kiedy zdałeś sobie sprawę, że to dokumenty o dużej wartości historycznej?

– Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to pismo. Na początku trudno było odczytać cokolwiek, dopiero po kilku chwilach zdałem sobie sprawę, że całość zapisana jest w języku polskim. Gdy tamtego dnia wróciłem do domu, pojechałem do siostry i dopiero wtedy, gdy razem się nad tym pochyliliśmy, zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z dokumentami z czasów wojny. Z każdym rozszyfrowanym zdaniem pojawiało się coraz więcej emocji. Wiedziałem, że muszę coś z tym zrobić.

Jeden z odkrytych dokumentów (fot. www.jarocin.pl)

– Gdy tylko zdałeś sobie sprawę, że to dokumenty z okresu II wojny światowej, poinformowałeś o odkryciu miejscowe muzeum. Ale przesłałeś też zdjęcia kopii do znawców tematu. Tak udało się je ostatecznie zidentyfikować.

– Tak, pierwszy wykonany telefon to był telefon do wiceburmistrza Jarocina Roberta Kaźmierczaka. Wiedziałem, że interesuje się historią. Przeanalizował on dokumenty razem z dyrektorem miejscowego muzeum Sebastianem Plutą. I wtedy trochę mi o nich opowiedzieli, o znaczeniu znaków i liczb. Nie ustaliliśmy jednak wtedy, z czym mamy do czynienia. Rozesłałem też informacje do innych urzędów i muzeów, z nadzieją, że ktoś zainteresuje się tematem. Niestety, nikt nie podjął współpracy. Skontaktowałem się też ze znajomym archeologiem, Januszem Durbajło. Pan Janusz skontaktował się ze znawcami tematu, ale pandemia uniemożliwiła kontakt osobisty. Wszystko ucichło, a ja nie mogłem tych dokumentów tak po prostu trzymać w domu. Szukałem dalej. Dopiero, gdy zdjęcia dokumentów zamieściłem w Internecie, zobaczył je Michał Młotek z Iławy, autor kilku książek historycznych. I wtedy sprawa nabrała właściwego tempa. Michał Młotek w ciągu kilku dni odczytał i zidentyfikował dokumenty, a następnie zgłosił ten fakt do Instytutu Pamięci Narodowej. Podjął też rozmowy z władzami Jarocina.

– To, co mnie urzekło, to twoja ogromna determinacja. Tak, jakbyś wyczuwał, że masz w rękach coś o ogromnej historycznej wartości. Ani przez chwilę nie miałeś wątpliwości, że miejsce tych dokumentów jest w archiwum lub muzeum. Nie zniechęcałeś się brakiem reakcji czy współpracy ze strony instytucji, które powinny zająć się sprawą. Teraz dokumenty trafiły tam, gdzie ich miejsce – do Instytutu Pamięci Narodowej.

– Wiedziałem, że te dokumenty są ważne, czułem to. W końcu z tego, co samemu udało mi się rozczytać, wynikało, że to dokumenty dotyczące konspiracji. Dobrze, że teraz zajmą się nimi archiwiści i historycy.

Krzysztof Majtyka (drugi z lewej) w towarzystwie przedstawiciela IPN-u i władz samorządowych Jarocina (fot. www.jarocin.pl)

– Jakie to uczucie trzymać w ręku dokumenty, za którymi kryje się historia II wojny światowej, historia polskiej konspiracji i w końcu historia konkretnych osób?

– Jak już wcześniej wspomniałem, przy każdym rozszyfrowanym zdaniu pojawiały się emocje, raz nawet łzy wzruszenia. Wyobrażałem sobie wtedy starszego mężczyznę siedzącego przy oknie. Zastanawiałem się, czy powiedział on swojej rodzinie o tajemnicy, jaką posiadał, czy oni mu w to wszystko uwierzyli. Ja miałem marzenie, żeby chociaż dowiedzieć się, gdzie mieszkała ta osoba, wejść do domu i zwyczajnie uścisnąć mu dłoń. A jeśli okazałoby się, że nie żyje, to opowiedzieć jego rodzinie tę historię i pokazać dokument z podpisem ich ojca, dziadka, pradziadka. Dziś już wiem, że nie dostąpię tego zaszczytu, ale być może uda mi się opowiedzieć tę historię jego rodzinie.

– Można powiedzieć, że stałeś się opiekunem pamięci o członkach Organizacji Jedności Narodowej. Przywróciłeś im należne miejsce na kartach historii. Podejrzewam, że będziesz chciał zgłębić tę historię jeszcze bardziej…

– Nie nazwałbym siebie raczej opiekunem pamięci. To był zwykły przypadek, że to ja znalazłem te dokumenty. Wiele razy słyszałem, jak w różnych miejscach znajdowano różne rzeczy, głównie militaria. A z tymi dokumentami trafiło po prostu na mnie. I bardzo się z tego cieszę.

Lista zaprzysiężonych członków organizacji

– Co czułeś w momencie przekazywania dokumentów do Instytutu Pamięci Narodowej? To była ważna chwila? Uważasz, że tam jest ich miejsce?

– Minęło sporo czasu od odkrycia, zatem do samego przekazania podchodziłem już bez emocji. Ale pewien stres się pojawił. Zastanawiałem się, czy dokumenty zrobią wrażenie na pracownikach tak ważnej instytucji jak Instytut Pamięci Narodowej, czy potraktują je tak, jakby był to dla nich “chleb powszedni”. Jednak gdy zobaczyłem, z jakim szacunkiem obchodzili się z odkryciem, ile dr Paweł Perzyna z IPN przekazał mi na temat organizacji, z jakim zaangażowaniem wypowiadał się o jej działaniach, zdałem sobie sprawę, że dokumenty trafiły w dobre ręce. Mam nadzieję, że właśnie dzięki IPN-owi szersze grono osób dowie się o Organizacji Jedności Narodowej.

Oficjalne przekazanie dokumentów OJN-u do Instytutu Pamięci Narodowej (fot. www.jarocin.pl)

– Padły jakieś deklaracje ze strony Instytutu Pamięci Narodowej odnośnie opracowania odkrytych przez Ciebie dokumentów?

– Konkretnych deklaracji nie było, jednak obiecano mi, że zostaną one odpowiednio potraktowane, a w przyszłości opracowane, tak aby każdy historyk, może nawet potomek osób wspomnianych w dokumentach, mógł poznać ich wartość historyczną, dowiedzieć się, że jego dziad lub pradziad sprawę Polski stawiał ponad wszystko.

– Podobno wszystko zaczyna się od pierwszego odkrycia. Ty masz za sobą odkrycie, które uzupełniło wiedzę na temat działań konspiracji w Wielkopolsce. Co dalej? Widzisz w tej pasji miejsce dla siebie?

– Tematem historii Polski jak i samej II wojny światowej interesowałem się od zawsze. To odkrycie pokazało mi, że trzeba mieć oczy szeroko otwarte, że jeśli chodzi o historię, to trzeba być czujnym i uważnym. Zacząłem już przeglądać stare mapy, spisywać miejsca związane z historią, w które można byłoby się udać. To, co się zadziało w ostatnich tygodniach, w jakiś sposób zmieniło moje życie…

fot. www.jarocin.pl



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here