Każde pierwsze znalezisko to prawdziwy skarb

0

Szaro. Wilgotno. Zimno. Dotarłem do lasu. Lekki strach, a może obawa, nie wiem, to przecież pierwszy raz. Wszystko nowe, błyszczący sprzęt na tle szarego, wilgotnego i zimnego lasu wygląda irracjonalnie. Czy mam wszystko? Tyle obejrzanych filmików, a teraz pustka w głowie. Wykrywacz jest. Marchewka jest. Saperka jest. Moro jest. Sakiewka, nakolanniki, rękawice, magnes, zapasowe baterie i pół plecaka gratów też jest.

Załączam. Od razu piszczy. Co jest? Zegarek… Zdejmuję więc zegarek. Skucha. Załączam. Piszczy. Buty. Za blisko butów. Skucha. Butów nie zdjąłem, na szczęście kij jest długi. Załączam. Cisza. Ufff. Idę, nasłuchuję, zaczyna być fajnie. Omiatam więc, metr w lewo, metr w prawo, pół kroku do przodu, znów lewo, prawo, pół kroku, tak, jak uczyli.

Piiii, pi-pi-pi. Nie buty, nie zegarek, nie łopata. No to mam: złoty pociąg! Co najmniej! Nawet nie popatrzyłem na wyświetlacz, co tam napisał mądry Garrett, wiadomo, że to skarb. No to zdejmuję wszystko z siebie, delikatnie podkopuję, wkładam marchewkę, która coś wywąchała. To jej pierwszy raz, nawet przeszło mi przez myśl, że się pobrudziła, ale spokojnie, jest podobno wodoszczelna.

Reklama

Głupie myśli, kop człowieku! No to kopię. Jakieś 20 cm i jest! Owalne, brązowe od rdzy, z jednej strony wypukłe, z drugiej wklęsłe. Kształt znajomy. To łyżka. Do zupy. Łyżka bez trzonka. To mój skarb!!!

Pierwsze znalezisko to przecież skarb najprawdziwszy. Ale co łyżka robi w lesie? Kto jej używał po raz ostatni? Jak długo tutaj czekała na swój powrót do świata ta łyżka? Czy ja zwariowałem? Czy takie pytania zadajecie sobie wszyscy podczas poszukiwań? Pewnie tak. Wiem, wiem, łyżka to nie powód do rozmyślań, ale dla mnie właśnie tak. Może dlatego, że to pierwsza łyżka i pierwsze znalezisko. No nic, będę zastanawiał się później.

Grzecznie zasypuję niewielki dołek (tak jak uczy tego kodeks honorowy). Nagle dźwięk, ale inny. Nie pi-pi tylko coś jak chrum-chrum… Tym razem bez zbędnych filozofii pakuję manatki w trybie przyspieszonym. To nie są ćwiczenia. Z zagajnika nieopodal poderwały się jakieś ptaki. To nie chrum-chrum, ale i tak brzmi jakoś nie po ludzku. Coś szeleści, zgniata liście, ale zachowuje także bezpieczny dystans. To dobrze. Zombie nie zachowuje. Cały szpej wisi już na mnie, więc odmeldowuję się, wyszukując jednocześnie odpowiedni azymut. Nie biegiem, tego też się nauczyłem z You Tube.

Śmigają obrazy jak w przyspieszonym filmie, jest już ścieżka, jest znajoma przecinka. Jest wreszcie znajomy kształt Land Rovera.

Detektorysty dzień pierwszy ale na szczęście nie ostatni. Było warto. Bez odbioru.

autor: Dariusz Powierza

Artykuł “Każde pierwsze znalezisko to prawdziwy skarb” to pierwszy tekst opublikowany w ramach konkursu “Rozdajemy książki”. O szczegółach akcji przeczytać można tutaj: “Książka za odkrycie. Ruszamy z nową akcją dla czytelników portalu”.

Doceń i poleć nas:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here