Niektórzy publicyści miejscowi są tego przekonania, że badania dokonane w ciągu lat ostatnich w naszych okolicach przez archeologów i amatorów, dały ludowi prostemu pierwszy popęd do poszukiwania skarbów.

Mniemanie to jest mylnym.

Od niepamiętnych czasów lud tutejszy przechowywał podania o wypadkach historycznych, podczas których zakopywano do ziemi mienie, w celu ochronienia go od rabunku. Nie mamy takiej miejscowości, gdzie by nie krążyły legendy, odnoszące się do dawnych wojen i skarbów wówczas zakopanych, przy czym zwykle jest mowa o napadach tatarskich i hajdamackich, niekiedy bez świadomości nawet o ich znaczeniu.

Podania te, przechodząc z pokolenia na pokolenie w części zatraciły historyczny swój charakter i przeistoczyły się w legendy z domieszką rzeczy nadzwyczajnych; jednakże łatwo jest w nich dostrzec początek osnuty na fakcie historycznym, prawdziwym. Rozmaite wersje tej samej legendy zdarza się słyszeć nieraz w różnych miejscowościach, ale, po odrzuceniu dodatków wtrąconych, łatwo jest poznać jednaki ich pierwiastek, wspólną genezę. Lud prosty zawsze mocno wierzył w te legendy i dawniej szukał też skarbów niemniej chciwie. Będąc atoli w większej niż obecnie zależności, taił się z tymi tylko w nocy rozkopywał kurhany i horodyszcza, którymi tak bogate są Wołyń, Ukraina i Podole, a znalezione przedmioty sprzedawał po kryjomu, w najbliższych miasteczkach miejscowym złotnikom i Żydom. Obecnie, po emancypacji, mniej trwożliwy poszukuje na swej ziemi, a czasami i na obywatelskiej, śmiało, we dnie, po skończonych robotach, a znalazłszy, nie zawsze się z tym chowa, lecz sprzedaje jawnie więcej ofiarującemu.

Włościanie i mieszczanie chętnie oddają znalezione przedmioty miejscowej władzy do petersburskiej Komisji Archeologicznej, bo gdy stamtąd otrzymają w najgorszym razie samą wartość metali, z dopłatą 1/3 wartości dla zachęty, to już mają więcej, aniżeli by im dał kramarz miejscowy. Są wypadki, w których właściciele znalezionych wykopalin dostają od tej komisji po kilka tysięcy, jak np. za wykopaliny w posesji p. M.S. Essikorskiego w 1885 roku. Jeżeli zatem, pomimo ograniczeń prawnych, pojawienie się wykopalin i skarbów w ostatnim czasie jest częstsze, to okoliczność tę wypada przypisać temu, że kultura rolna, wzmagając się znacznie, objęła nieuprawnione dawniej przestrzenie pastwisk, lasów i nieużytków, że wiadomości o znalezionych wykopalinach, choćby nawet mylne, zawsze teraz dostają się do szpalt rozmaitych pism periodycznych i są ciekawie czytane, że wreszcie przybył dziś nowy w tym kierunku bodziec, którym jest konkurencja w nabywaniu przedmiotów archeologicznych i popęd do wyszukiwania takowych przez podróżujących antykwariuszów.

Antykwariusz taki jest to zupełnie nowy u nas typ ludzi, których zadanie polega w wynajdywaniu starożytności, w odszukiwaniu zbiorów i na koniec, a nabywaniu takowych, w jaki bądź sposób, byle w końcu zarobić najmniej 100%. Jeździ on ciągle po wsiach i miasteczkach, wyłudzając od zubożałych rodzin dawnych obywateli, za naiwnie lichą cenę, pamiątki familijne, cenne ozdoby, brązy, meble itd. Potrafi ona wymieniać u starych mieszczanek dawne monety i noszone na szyi dukacze małoruskie, a posiada sposób nabycia starych krzyżów, relikwiarzy, enkolpionów, obrazów, portretów osób historycznych i tym podobnych przedmiotów, które dawniej w sprzedaży nie bywały. Tego rodzaju antykwariuszom wypada też przypisać pojawienie się w handlu fałszywych monet rzymskich, greckich, bizantyjskich i monet złotych i srebrnych. Starożytności polskie fabrykują się „en gros” i są sprzedawane amatorom nie-znawcom za bajeczne ceny. Zjawiają się nawet imitacje greckich i scytyjskich ozdób tak doskonałe, że je znawca niekiedy poznać nie może.

Antykwarze tacy utrzymują nawet stałych po miastach agentów, pośredniczących w nabywaniu starożytności.

Nie mówiąc już o szkodach, jakie przynoszą archeologii niepowołani poszukiwacze, o czym tyle już pisano w polskich i rosyjskich pismach, zaznaczyć tu wypada ten wynik, że nigdy dotąd lud prosty szukał tylko pieniężnych skarbów, tak zwanych „kładów”, to obecnie wziął się do poszukiwania archeologicznych zabytków z metalu. W zeszłym i w tym roku włościanie wsi Piekary, całymi partiami, po 50 i więcej ludzi, poszukiwali w Kniażych Horach zabytków archeologicznych, w powiecie humańskim, około wsi Błahodarówki, całe kompanie poszukiwaczy skarbów od lat pustoszą stare horodyszczal w Korsuniu i jego okolicach, co jesień przewracają kamienie na brzegach Rosi, ku czemu dało popęd znalezienie przez Żydów kilkunastu talarów holenderskich. Koło Taraszczy, w lasach hr. Branickiego, ciągle plądrują mieszczanie i gajowi, poszukujący skarbu. W Skwyrze i okolicach tego miasta znajdują dość znaczne nawet wykopaliny monet polskich, szwedzkich i pruskich. W Krzemieńcu i jego okolicach również poszukiwacze skarbów są czynni.

O czynnościach takich poszukiwaczy na Wołyniu podaje bardzo ciekawe wiadomości p. Orłów, b. prezes izby dla spraw włościańskich w Żytomierzu.

Na Podolu, w pow. bałckim, włościanie wsi Kraśnenki, od lat kilku energicznie poszukują na swych polach skarbów zakopanych przez Tatarów.

Miejscowe pisma periodyczne, przepełnione są rozmaitymi wiadomościami i legendami o skarbach.

Pomyślne w niektórych miejscowościach poszukiwania kompetentnych i uczonych osób zaciekawiły w tym kierunku lud prosty, który przypuszcza, iż pomyślność rezultatów zależy od posiadania pewnych sekretów, mogących wskazać, gdzie mianowicie zakopane są skarby. Inni znowu są przekonani, że nasi uczeni posiadają pewne tajemnicze instrumenty, wskazujące miejsca ukrycia skarbów. Następstwem tych przekonań jest mnóstwo próśb podawnych do władz miejscowych i towarzystw archeologicznych o pozwolenie poszukiwań, a także zaopatrzenie owymi cudowymi narzędziami. W biurze Cerkiewno-Archeologicznego Towarzystwa jest kilkanaście tego rodzaju podań. Jeden z poszukiwaczy, poddany pruski, niejaki p. Hepke, w podaniu swym uskarża się, iż „w ciągu 20-letnich poszukiwań nie mógł przyjść do ostatecznych rezultatów. Raz tylko widział ślad metalu, który się ulotnił”. Biedak ten pracował te lata w pow. hajsyńskim, w lochach, gdzie mają być schowane przez Tatarów niezmierne skarby. Pracy tej przeszkodziła miejscowa policja. P. Hepke, mniemając że mu robią trudności z powodu, iż jest poddanym pruskim, upewnia w swej prośbie, że on się urodził w tym kraju i języka niemieckiego nie zna wcale.

Niemniej oryginalną jest prośba inna, niejakiego p. Serweckiego, podana ze wsi Małego Czerniatyna (pow. berdyczowski), o której dowiadujemy się ze „Sprawozdania” o niej zamieszczonego w „Kijewlaninie” z dnia 3 maja 1889 r. (nr 97). Ognisty ten amator skarbów prosi, aby odpowiedziano mu na następne zapytania:

„Jak się nazywa instrument wskazujący obecność w ziemi ciał postronnych, tj. żelaza, miedzi i srebra itp., jako też i ów tajemniczy przyrząd, który on widział u archeologa, pana Ossowa (ma to być G. Ossowski), objeżdżającego w r. 1887 Gubernię Kijowską w celu poszukiwań archeologicznych. Na koniec prosi o instrukcję „jak ma ten przyrząd używać”!

Z wyżej przytoczonego pokazuje się, iż o szanownym archeologu naszym G. Ossowskim powstała już dziś, wśród ludu w powiecie berdyczowskim cała legenda, opiewająca, jak on za pomocą jakiegoś talizmanu znajduje skarby. Mamy tedy gotowy przykład powstawania legend ludowych o tym, czego lud ten sobie objaśnić nie potrafi. Nie mogąc zrozumieć tej roli jaką w sprawie odgrywa fachowa znajomość rzeczy, zamiłowanie w nauce i poświęcenie się dla jej celów, lud ten, w najzwyczajniejszej lasce badającego lub w najpospolitszej sondzie, podejrzewa różdżkę czarodziejską, upatruje talizman, na skinienie których otwierają się skrytki utajonych skarbów.

Takie są sprawy zaprzątające dziś pewnego rodzaju praktyczne umysły naszej krainy, w celach osiągnięcia upragnionego „rezultatu ostatecznego”. Interesującym wydało mi się wspomnieć o nich w kronice dziejów obecnej chwili, a to tym bardziej, iż dają one popęd tworzeniu się legend, których genezę przyszłość łatwo może zamglić i dla dalszych pokoleń niezrozumiałą uczynić.

Kijów, 30 grudnia 1889 r.

Karol Bosłunowski, Z powodu poszukiwań skarbów ukrytych, nowego typu antykwariuszów, oraz legend o sekretach i narzędziach czarodziejskich, niezbędnych dla odszukiwania skarbów, „Wiadomości Numizmatyczno-Archeologiczne” 1890, nr 1.

 

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here