Sławomir Orłowski: – W różnych publikacjach, krajowych i zagranicznych, czytamy, że „Bursztynowa Komnata” została wywieziona na rozkaz pana z Puszkino do Królewca. Kiedy i w jakich okolicznościach do tego doszło?

Erich Koch: – Z tym rozkazem to duża przesada, choć na upartego i tak to można nazwać. Bodajże w lecie 1942 dyrektor muzeum w Królewcu dr Alfred Rohde zawiadomił mnie, że wojska niemieckie oblegające Leningrad, zajęły Carskie Sieło, w którym znajduje się słynna „Bursztynowa Komnata”. Dr Alfred Rohde był najlepszym na świecie znawcą bursztynu, a królewieckie muzeum posiadało największy na świecie zbiór, składający się ze 100 000 eksponatów jedynych w swoim rodzaju okazów bursztynu. Prosił mnie, abym spowodował zabezpieczenie „Bursztynowej komnaty” i przewiezienie jej do królewieckiego muzeum.

– Podobno, aby zdobyć to dzieło, przeprowadził pan niezwykle misterną intrygę.

– To dla mnie był żaden interes zrażać sobie głównego teoretyka partii, Reichsleitera Alfreda Rosenberga. A to z dwóch przyczyn, bo „Komnata” znajdowała się na terenie tzw. Ostlandu, gdzie rządził Rosenberg, a nie na Ukrainie, gdzie ja byłem komisarzem. Po drugie – Rosenberg był mianowany przez Hitlera kierownikiem zabezpieczenia dzieł kultury i sztuki na zajętych terenach. W tym celu Himmler odstąpił mu specjalny batalion SS, składający się z naukowców, którymi dowodził niejaki von Kuensberg. Kompania pierwsza tego batalionu wywoziła dzieła sztuki z krajów Europy Zachodniej, a druga – ze Wschodniej. Aby mieć podstawę prawną do zabrania dzieła, zrobiłem w Królewcu konferencję prasową, na której dr Rohde zaapelował do dziennikarzy o pomoc. Prasa rozpisała się szeroko, podając że wielkiemu dziełu grozi zniszczenie i że nikt się nim nie opiekuje.

Następnie zadzwoniłem do dowódcy wojsk oblegających Leningrad, feldmarszałka Kuehlera, który przed wojną był dowódcą Wehrmachtu w Prusach Wschodnich i z którym żyliśmy na stopie przyjacielskiej, przedstawiając mu sprawę. Obiecał mi pomóc. Zrobił to, że żołnierze z formacji wschodnio-pruskich zwrócili się do mnie, jako nadprezydenta tej prowincji z prośbą o zaopiekowanie się dziełem. Teraz już miałem podstawę prawną. W kilka dni później dr Rohde pojechał i przywiózł dzieło do Królewca.

– Gdzie „Komnata” została zainstalowana?

– Zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym zaznaczyć, że przywiezienie „Komnaty” nie oznaczało końca walki o nią. Rosenberg popierany przez ministra Lammersa i Goebbelsa złożył skargę do Hitlera. Chciał sam zająć się „Komnatą”. Po mojej stronie opowiedzieli się jednak Goering, Himmler, Martin Bormann i wojsko. Hitler zarządził, aby dzieło zostało w Królewcu.

„Komnata” została zainstalowana w specjalnie zaadaptowanej sali na zamku królewieckim. Jak dziś pamiętam ten dzień, gdy dr Rohde dokonał uroczystego otwarcia sali. Znaleźliśmy się niespodziewanie w jakimś baśniowym świecie. Ściany sali aż po sam sufit wyłożone były bogato rzeźbionym bursztynem. Oprawione w ramy z bursztynu kryształowe lustra rzucały skry. Te ramy i cenne malowidła wmontowane były w bursztynową boazerię. Niektóre rzeźby były tak misterne, że aby je dokładnie zobaczyć, trzeba było patrzyć przez szkło powiększające.

– Jakie były dalsze losy „Komnaty”?

– Do jesieni 1944 przebywała w zamku królewieckim. Po dwóch nalotach anglo-amerykańskich, które zniszczyły miasto w 80%, bursztynowe cuda zostały zdemontowane, zapakowane do skrzyń i umieszczone w podziemiach zamku.

– Tam też były ukryte bezcenne średniowieczne ikony i inne dzieła sztuki wywiezione z Ukrainy? Kto je przywiózł i co się z nimi stało?

– Nie wiem, czy właśnie tam były kijowskie ikony oraz dzieła sztuki z Rostowa i Charkowa, ale sądzę, że podziemia zamku stanowiły najbezpieczniejsze miejsce. Ukraińskie zabytki przywiózł do Królewca kustosz królewieckiego muzeum wespół z obywatelką sowiecką, Ukrainką Arkadiewną Kulżenko, historykiem sztuki, która przeszła do współpracy z władzami niemieckimi. Dzieła te były tu aż do oblężenia Królewca i zdobycia go przez Rosjan.

– Chwileczkę, przecież to pan kazał je ukryć w Królewcu i w okolicy, gdy Rosjanie zagrozili miastu!

– Tak, ale dotyczyło to dzieł z muzeów, a nie „Bursztynowej Komnaty”. Dr Rohde ukrywał ją na własną rękę. Ja nie miałem czasu zajmować się tymi sprawami. Mogę natomiast zagwarantować, że „Komnata” ukryta jest w Królewcu.

– Na czym opiera pan tę hipotezę?

– Widziałem skrzynie, w których była zapakowana i mówił mi o niej dr Rohde, gdy miasto było już odcięte od zaplecza. Wspomniał też o tym wysłannik Himmlera bodajże 8 kwietnia, a więc na dzien przed zdobyciem miasta przez Rosjan.

– Ma pan na myśli ppłk. SS obersturmbahnfuehrera Georga Ringela, który przybył do Królewca na pana żądanie?

– Gdy Rosjanie bezpośrednio zagrozili miastu, zwróciłem się do Hitlera z prośbą o przysłanie ludzi do ukrycia cennych dzieł sztuki, papierów i dokumentów rządowych i partyjnych oraz kosztowności. Himmler przysłał 10 ludzi pod dowództwem Ringela. Wiem, że wozili się z „Komnatą” do Pilawy, żeby dzieło wywieźć morzem do Rzeszy, ale nic z tego nie wyszło i w rezultacie wrócili do Królewca. Przy pomocy Żydów, których później rozstrzelali, żeby nie było świadków, ukrywali nocami w tajemnicy te dzieła sztuki, kosztowności i dokumenty. Ja na te sprawy nie miałem wpływu, ani się nimi nie zajmowałem, będąc zaabsorbowany obroną miasta. Wszystkie tego rodzaju sprawy przekazałem nadburmistrzowi Królewca, Helmuttowi Willowi i poleciłem Ringelowi z nim się kontaktować.

– Czy zna pan bunkry, w których została ukryta „Bursztynowa Komnata” lub inne cenne dzieła sztuki?

– Znam dwa schrony w okolicy starego kościoła w byłej dzielnicy Ponarth. Byłem wtedy na półwyspie Sambijskim. Helmutt Will i Ringel zadzwonili do mnie, zawiadamiając że następnego dnia dowódca obrony Królewca gen. Lasch poddaje miasto Rosjano. Wtedy to właśnie Ringel wspomniał, że dwa obrazy z mojej prywatnej galerii zostały ukryte w tych dwóch bunkrach koło kościółka. Mówił mi, że ukryto tam również inne dzieła sztuki. Później bunkry zasypano i wysadzono w powietrze okoliczne domy, pozorując usypisko. Być może właśnie tam jest „Bursztynowa Komnata” lub wspomniane ikony. Podczas tej rozmowy spytałem nawet Ringela, co się stało z „Komnatą”, ale gdy mi zaczął odpowiadać, niespodziewanie straciliśmy połączenie. Widocznie pocisk uszkodził ostatnią linię łączącą Królewiec ze światem.

– Czy wie pan, że Ringel pozostał w Królewcu zaopatrzony w fałszywe dokumenty?

– Tak. Miał taki rozkaz od Himmlera i samego Hitlera, aby w mieście zorganizować Wehrwolf i nim kierować. Jak później się dowiedziałem, nic z tego nie wyszło, a sam Ringel po pewnym czasie wrócił do Niemiec Zachodnich, jako tzw. przesiedleniec i tam umarł.

– Tak, ale przedtem, zanim wrócił, zamordował dr. Rohde za to, że naukowiec ten, nie mogą ścierpieć, że w mokrych bunkrach niszczeją cenne dzieła sztuki i „Bursztynowa Komnata”, zgłosił się do Rosjan wyrażając chęć wskazania kryjówek. Następnego dnia miał ujawnić miejsce ukrycia dzieł sztuki. Rozmowę tę podsłuchał Ringel lub któryś z jego ludzi, a następnego dnia znaleziono w mieszkaniu Rohdów świadectwo lekarskie, że oboje małżonkowie zmarli na krwawą dyzenterię. Śledztwo wykazało natomiast, że w Królewcu nigdy nie było lekarza niemieckiego o takim nazwisku, jakie widniało na zaświadczeniu. Nie znaleziono również ciał małżonków Rohde.

– Nic o tym nie wiedziałem. Zaraz po wojnie przez kilka pierwszych lat ukrywałem się i nie miałem kontaktu z byłymi współpracownikami. Jesienią 1945 odwiedzili mnie, co prawda, ostatni przywódca Hitlerjugend, Axmann i Martin Bormann, ale im chodziło o coś zupełnie innego. Interesowali się tylko ukrytymi w Królewcu kosztownościami i złotem.

– Czy podał im pan jakiekolwiek informacje?

– Nie, ponieważ uważałem, że zależy im jedynie na osiągnięciu osobistych korzyści, czyli zagrabieniu tego mienia. Zresztą nie tylko oni interesowali się bunkrami. W r. 1949 nachodził mnie wysoki urzędnik Secret Service, major armii brytyjskiej. Sugerował on, że angielski wywiad jest bardzo zainteresowany posiadaniem mapy Królewca z naniesionymi na nią bunkrami, w których ukryto wspomniane wyżej kosztowności, dzieła sztuki i cenne dla historyków dokumenty partyjne i rządowe Trzeciej Rzeszy. Ów major oświadczył mi w imieniu swoich przełożonych, że w zamian za udzielenie mu wskazówek mogę być spokojny o swoją przyszłość i włos mi z głowy nie spadnie. Gdy okazało się, że pertraktacje nie odniosły pomyślnych dla majora wyników, zostałem przez niego aresztowany. W kilka tygodni później Anglicy osadzili mnie w Hamburgu, a następnie wydali władzom polskim.

– Czy sądzi Pan, że bunkry w Królewcu są najodpowiedniejszym miejscem dla bezcennych dzieł sztuki?

– Nie, moim zdaniem, powinny one zająć miejsce w galeriach dla nich przeznaczonych. Wydaje mi się, że na temat ukrycia tych dzieł sztuki najwięcej mógłby powiedzieć były nadburmistrz Królewca – Helmutt Will. Wśród nielicznej grupki, która zajmowała się ukryciem tych galerii, on jeden chyba jeszcze żyje.

Erich Koch, Bursztynowa Komnata, Rozm. przepr. Sławomir Orłowski, „Na Antenie” 1967, nr 48, s. 6.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here