O swojej kolejnej wyprawie na pola bitwy pod Grunwaldem mówi: – To naprawdę niezwykłe przeżycie – odkrywać miejsce, w którym ponad 600 lat temu wojska polskie i litewskie rozgromiły siły zakonu krzyżackiego. O niezwykłych i niecodziennych badaniach, w których biorą udział poszukiwacze skarbów, niedawnym obozie poszukiwawczym w Żaganiu i trudnych wyborach początkujących detektorystów rozmawiamy z Marcinem Bartnikiem, doświadczonym poszukiwaczem z Lubelszczyzny.

zdziennikaodkrywcy.pl: – Dopiero co wróciłeś z obozu poszukiwawczego, który odbywał się w Żaganiu, na terenie Stalagu Luft 3 – niemieckiego obozu jenieckiego, przeznaczonego dla zatrzymanych lotników sił alianckich. Czy to pierwsze tego typu badania, w których wziąłeś udział?

Poszukiwania na terenie Stalagu Luft 3 (fot. Marcin Butryn)
Reklama

Marcin Bartnik: – Pierwsze, jeśli chodzi o tematykę jeniecko-obozową. Praca z archeologami czy muzealnikami nie jest mi jednak obca. W zeszłym roku brałem udział w pierwszym sezonie badań archeologicznych pól bitwy pod Grunwaldem. W badaniach uczestniczyli detektoryści z całej Europy.

– W tym roku też wybierasz się pod Grunwald? Drugi sezon badań rozpoczyna się już 15 sierpnia.

– Nie pozwoliłbym sobie na to, by nie być pod Grunwaldem. To naprawdę niezwykłe przeżycie – odkrywać miejsce, w którym ponad 600 lat temu wojska polskie i litewskie rozgromiły siły zakonu krzyżackiego. Niesamowite, że mimo upływu lat, wciąż wiemy o bitwie tak niewiele. Wierzę, że to my – poszukiwacze skarbów, pomożemy rozwikłać jedną z największych zagadek polskiej historii. W tym roku czekają nas nowe obszary do przebadania, a co za tym idzie – nowe wyzwania, i zapewne też nowe znaleziska.

– Wróćmy do poszukiwań w Żaganiu. Co udało ci się znaleźć na terenie obozu?

Uczestnicy obozu poszukiwawczego w Żaganiu (fot. Lubuska Grupa Eksploracyjna „Nadodrze”)

– Głównie rzeczy osobiste więźniów oraz załogi obozu. Były to przede wszystkim guziki, sprzączki, wpinki… Moim największym gabarytowo odkryciem była radziecka butla gazowa. Znalazłem też sporo łusek najróżniejszych kalibrów, trafiła się łuska od racy. Wydobyłem też sporo monet, dominowały oczywiście pfennigi z okresu okupacji. Wszyscy odkrywaliśmy też sporo drutu kolczastego.

Mój kompan od poszukiwań – Paweł znalazł bardzo ciekawy guzik, który wykonany został z monety o nominale 50 pfennigów. To prawdziwa ciekawostka. Oprócz tego znajdował guziki żołnierzy Wehrmachtu, spinkę od munduru oraz broszkę. Udało mu się również namierzyć manometr do wspomnianej butli gazowej. Koledzy z Lubuskiej Grupy Eksploracyjnej „Nadodrze” oraz poszukiwacze z Bydgoszczy mieli świetne wyniki. Widziałem między innymi rzadkie guziki, orzełka alianckiego, nieśmiertelnik SS, odznakę pancerną, klamrę SS i wiele innych wspaniałych odkryć, których nie jestem w stanie już teraz sobie przypomnieć.

Marcin ze swoim największym znaleziskiem ostatnich dni – radziecką butlą gazową (fot. Marcin Butryn)

Warto wspomnieć, że obecnie trwa rekrutacja poszukiwaczy do udziału w kolejnym obozie w Żaganiu, który odbędzie się w dniach od 14 do 16 sierpnia.

– Wielu poszukiwaczy skarbów interesuje to, jak wyglądała współpraca z muzealnikami i archeologami w trakcie tego typu badań?

– Wszystko zorganizowane było bardzo sprawnie. Organizatorzy – czyli Muzeum Obozów Jenieckich oraz Lubuska Grupa Eksploracyjna „Nadodrze” stanęli na wysokości zadania. Dyrektor muzeum Marek Łazarz był bardzo pozytywnie zaskoczony wynikami. Szczerze przyznał, że nie spodziewał się tylu cennych znalezisk. Dyrektor jest młody, ma nowoczesne podejście i po prostu zdaje sobie sprawę z tego, że współpraca z poszukiwaczami skarbów może przynieść spore korzyści.

– Nie każdy może jednak wziąć udział w takich badaniach. Wymagana jest wiedza i doświadczenie. Ty jesteś doświadczonym poszukiwaczem. Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z poszukiwaniem skarbów?

Nieśmiertelnik obozowy (fot. Marcin Butryn)

– Od dziecka interesowałem się historią. Dużo czytałem, kolekcjonowałem monety oraz banknoty. Przełomowym momentem było znalezienie ołowianej kulki szrapnelowej podczas prac ogrodniczych na polu. Zastanawiałem się, do czego służyła i skąd mogła się wziąć w mojej okolicy. Opowieści ojca i dziadka o I wojnie światowej rozbudziły moją wyobraźnię. Zajrzałem do Internetu. Po przewertowaniu kilku forów internetowych dla poszukiwaczy stałem się posiadaczem swojego pierwszego wykrywacza metalu

– Zaczęło się od ołowianej kulki… A dziś w czym się specjalizujesz?

– Lubię wszystko, co stare, co ma jakąś historię. Ale z racji tego, że jestem z Lubelszczyzny, przede wszystkim interesuje mnie temat Wielkiej Wojny. Jej ślady można spotkać w wielu miejscach w moich okolicach.

– Jakiego sprzętu używasz na co dzień?

– To zależy od tego, gdzie jadę i czego szukam. Trzeba dobrać odpowiedni sprzęt pod konkretny teren. W przypadku Żagania wiedziałem, że teren obozu będzie bardzo zaśmiecony małymi zardzewiałymi przedmiotami. Od ponad pół roku najczęściej używam AKA Signum. Jest bardzo głęboki oraz ma ciekawą identyfikację. Do tej pory „przerobiłem” kilkanaście wykrywaczy, sam obecnie mam ich kilka. Zarówno tych do poszukiwania małych przedmiotów, jak i tych na „militarkę”.

– To, o co najczęściej pytają mnie początkujący poszukiwacze, to jaki sprzęt wybrać. Jaki wykrywacz ty poleciłbyś tym wszystkim amatorom historii, którzy chcą wybrać się pierwszy raz w teren?

– Jest jeden wykrywacz, który poleciłbym zarówno początkującym, jak i zaawansowanym poszukiwaczom. To Golden Mask Coin Killer – limitowana edycja dla sklepu, który prowadzę. Jest głęboki, świetnie separuje potencjalne znaleziska od śmieci i ma wygodną teleskopową sztycę. Śmiało konkuruje pod względem wydajności z wykrywaczami trzy czy nawet cztery razy droższymi od niego. I jest banalnie prosty w obsłudze.

Reklamaksiazkioposzukiwaczach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here