Cztery dni trwały poszukiwania miejsca bitwy pod Legnicą. Wzięło w nich udział ponad trzydziestu doświadczonych poszukiwaczy, nie tylko z Polski, ale też z Wielkiej Brytanii. Efekt badań satysfakcjonuje – pojawiły się bowiem znaleziska, które w kontekście kolejnej edycji badań stanowić będą pewien punkt zaczepienia. Ale – zdaniem Mariusza Logonia ze Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Księstwa Legnickiego, które organizowało badania – nie tylko znaleziska są ważne, ale fakt, że takie działania zbliżają detektorystów ze światem nauki.

zdziennikaodkrywcy.pl: – Komentarze po badaniach są bardzo dobre, także ze strony naukowców i muzealników. Jak ty oceniasz to, co wydarzyło się w tydzień temu pod Legnicą?

Mariusz Logoń: – Pokazaliśmy, że możliwa jest współpraca z archeologami i muzealnikami. Wiele osób w naszym środowisku cały czas w to wątpi. Tymczasem wszyscy mamy jeden cel – jest nim dbanie o naszą historię i wspólne dziedzictwo. Dla nas najważniejsze jest to, że znaleziska spod Legnicy trafią tam, gdzie powinny trafić, czyli do muzeum. Ale nie byłoby ich, gdyby nie detektoryści, którzy licznie odpowiedzieli na nasze zaproszenie. Myślę, że wszyscy odwaliliśmy kawał dobrej roboty.

– Skąd pomysł na przeprowadzenie badań akurat w tym miejscu?

– Wybór miejsca do kwietniowej edycji badań nie był przypadkowy. Przeszukaliśmy obszar, który jest terenem inwestycyjnym i w niedługim czasie zostanie zagospodarowany. Wspólnie z archeologiem i jednocześnie kierownikiem badań Przemysławem Paruzelem zdecydowaliśmy, że będzie to najrozsądniejsze rozwiązanie.

– Jak oceniasz współpracę z detektorystami z grup, które zaprosiliście na badania?

– Przypomnę tylko, że w naszych badaniach udział wzięły dodatkowo dwie grupy: Team of Yorkshire oraz KPE Eksplorer. To wspaniali ludzie. Współpraca była na naprawdę wysokim poziomie. Dobrze się rozumieliśmy w terenie, wszyscy ciężko pracowali. Mogę powiedzieć, że więcej się już nie dało. Planujemy nasze badania na lata i jeśli co edycja będziemy się spotykać w zbliżonym składzie, to nie mam wątpliwości, że uda nam się odpowiedzieć na pytania, na które chcielibyśmy uzyskać odpowiedzi. W tym na to najważniejsze: gdzie tak naprawdę miała miejsce bitwa pod Legnicą?

– Sądzisz, że takie działania zbliżają detektorystów ze światem nauki? Wiele osób po obu stronach wątpi, by było to możliwe…

– Takie inicjatywy są bardzo ważne. Z jednej strony mamy okazję pokazać archeologom i służbom konserwatorskim, że stoi za nami wiedza i doświadczenie, nie wspominając o sprzęcie, którego im często brakuje. Z drugiej strony pokazujemy samym poszukiwaczom, że współpraca jest niezbędna jeśli chcemy myśleć o rozwoju naszej pasji w naszym kraju.

– Kolejny etap badań w sierpniu. Powiedz coś więcej o dalszych planach. Wasz projekt jest w końcu pomyślany jako projekt na kilka lat.

– Przed nami wiele pracy. Kolejny etap badań w połowie sierpnia. Już zaczynamy przygotowania. Po drodze jeszcze inscenizacja bitwy pod Legnicą, w której bierzemy czynny udział. Z kolei w przyszłym roku prawdopodobnie spotkamy się raz, ale za to na dłuższy czas. Liczymy na więcej znalezisk związanych z bitwą, niż w tym roku.

– To pierwsza tego typu inicjatywa waszego stowarzyszenia?

– Tak, ale na pewno nie ostatnia. Tym bardziej, że okoliczne muzea już chcą nas angażować w wiele swoich projektów i przedsięwzięć. Trzeba jednak pamiętać, że plany planami a chęci chęciami. To na tyle skomplikowane logistycznie działania, że bez wsparcia się nie obędzie. My jako Stowarzyszenie Historyczno-Eksploracyjne Księstwa Legnickiego chcielibyśmy podziękować wójtowi gminy Henrykowi Babuśce, GOKiS w Legnickim Polu, całej gminie Legnickie Pole, firmie Rutus i Arkadiuszowi Rutynie, firmie Metal Jawor, firmie KDF Kompleksowo dla Firm w Legnicy, firmie Damal Beta – Ring Jawor, Restyling PHU, Arturowi Troncikowi, Tomaszowi Stolarczykowi i kustoszowi Adamowi Łeciukowi. Bez nich wszystkich nie udałoby się zorganizować badań w takim kształcie.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here