„Zapiski Hansa Heinricha” autorstwa Michała Młotka, to, niestety, cienka książka. Niestety, bo wciągnąłem się od pierwszej strony, a tu już koniec. I tyle byłoby z minusów dotyczących lektury.

Fabuła niezła – po stronach pałęta się armia Napoleona i żołnierze Wehrmachtu. Poszukiwania opisane tak obrazowo, jak tylko poszukiwacz może opisać. Dodatkowo przedstawione spektrum różnych wykrywaczy oraz metoda poszukiwań, co stawia książkę w pierwszym rzędzie lektur dla wszystkich, którzy dopiero do poszukiwań się przymierzają.

Jednocześnie doświadczeni poszukiwacze mogą czytać śmiało, bo przypomną sobie jak stawiali pierwsze kroki i jakie wtedy popełniali błędy, co czuli przy swoich trafieniach, jak knuli gdzie warto szukać, etc. Mnie urzekły dwie sprawy – poszukiwania monet (kompletnie nie moja działka), a wreszcie ktoś przystępnie i ciekawie wytłumaczył, co kręci „moneciarzy” i sprawa dużo ważniejsza – kontekst znaleziska.

Michał, w kapitalny sposób wpisując rzecz w fabułę książki, pokazuje w jaki sposób można się bawić historią na podstawie wykopanych fantów. Wydobyty przedmiot jest dla niego dopiero początkiem przygody, a nie tylko wartością materialną. To moim zdaniem jest najważniejszy aspekt książki, bo pokazuje poszukiwaczy jako prawdziwych miłośników historii.

Biorąc pod uwagę, że w szkołach lekcje historii są częstokroć prowadzone tak jałowo, że historię obrzydzają, sugeruję autorowi, żeby dogadał się z nauczycielami tejże. Zamiast kazać dzieciakom wkuwać daty na blachę, niech im zadadzą michałową książkę do czytania – gwarantuje, że wielu czytelników zakocha się w historii na zabój.

Radek Biczak

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here