Kilka razy w roku uczestniczy w wykopaliskach archeologicznych. Choć jest poszukiwaczem skarbów, na każdym kroku spotyka się z otwartością i serdecznością ze strony archeologów, którzy wykorzystują jego wiedzę, doświadczenie i znajomość sprzętu. Sam twierdzi, że poszukiwacze i archeolodzy mogliby dużo się od siebie nauczyć. O tym, co poszukiwacz skarbów może robić na cmentarzysku z okresu wpływów rzymskich, a także o „świętym kontekście” w rozmowie z blogiem zdziennikaodkrywcy.pl opowiada Piotr Lipski – poszukiwacz skarbów z Bydgoszczy. 

zdziennikaodkrywcy.pl: – To nie pierwszy raz, gdy pomagałeś w pracach w Samławkach…

Piotr Lipski: – Tak, to już kolejny raz, kiedy miałem możliwość uczestniczyć w wykopaliskach archeologicznych prowadzonych przez Fundację Dajna im. Jerzego Okulicza-Kozaryna. Wcześniej brałem kilkukrotny udział w badaniach powierzchniowych (podczas których odkryliśmy stanowisko w Samławkach) oraz w zeszłym roku uczestniczyłem w typowych wykopaliskach archeologicznych. Zawsze chętnie uczestniczę w badaniach Fundacji, gdyż nigdzie indziej nie spotkałem się z tak wielką otwartością i serdecznością ze strony archeologów i studentów. Atmosfera podczas ekspedycji jest naprawdę niesamowicie pozytywna i przyjacielska, ale – co najważniejsze – udział w projektach Fundacji Dajna pozwala zetknięcie się z najnowocześniejszym sprzętem wykorzystywanym obecnie w archeologii, takimi jak skanery laserowe, drony czy tachimetry cyfrowe.

– Czy archeolodzy nie patrzyli na twoje zaangażowanie z przymrużeniem oka? Jesteś poszukiwaczem skarbów…

– Absolutnie nie. Podejście archeologów od samego początku było bardzo przyjazne i profesjonalne. Ani razu nie odczułem, abym był traktowany z pobłażaniem lub przymrużeniem oka. Tym bardziej, że nie było to pierwsze nasze spotkanie. Powiem więcej – dano mi możliwość zdobycia wiedzy i umiejętności, do których nie miałbym dostępu nigdzie indziej. Podczas wykopalisk panowało między nami pełne zaufanie, bez którego taka współpraca nie miałaby najmniejszego sensu.

– Jako wieloletni poszukiwacz masz świetne przygotowanie praktyczne, teraz poznałeś podstawy archeologii. Czy jedno nie wyklucza drugiego?

– Nie tylko nie wyklucza, ale wręcz oba światy doskonale się uzupełniają. Podczas takich wykopalisk można w praktyce poznać, czym jest ten legendarny „święty kontekst” i dlaczego jest on tak ważny dla archeologów. To naprawdę niesamowite, jak wiele informacji o przeszłości można wydobyć obserwując kolejne warstwy zdejmowanej ziemi. Z drugiej zaś strony bez obecności wykrywacza na stanowisku wiele drobnych przedmiotów metalowych, np. paciorków, mogłoby trafić na hałdę. Z kolei podczas eksploracji popielnic doskonale sprawdziły się pinpointery, które bardzo precyzyjnie pozwalały określić, w której części urny znajdują się obiekty metalowe – zapinki, paciorki, sprzączki itp. Dlatego połączenie wiedzy archeologów z doświadczeniem w obsłudze wykrywaczy metali poszukiwaczy daje wspaniałe efekty, które trudno byłoby osiągnąć bez tej kooperacji.

– Co udało się odnaleźć w tym roku w Samławkach?

– Kontynuowaliśmy badania cmentarzyska płaskiego z okresu wpływów rzymskich i wędrówek ludów oraz kurhanu z wczesnego okresu żelaza. Znaleziska (nie tylko metalowe) były naprawdę spektakularne i zostaną po opracowaniu przedstawione podczas corocznej konferencji naukowej w Mrągowie, dlatego nie chciałbym uchylać teraz rąbka tajemnicy…

– Za co konkretnie odpowiadałeś i czy udało ci się cokolwiek znaleźć?

– Generalnie moją rolą było dbanie o to, żeby żaden z zabytków metalowych nie wylądował na hałdzie. Dlatego podczas zdejmowania kolejnych warstw każda z nich była dokładnie sprawdzana wykrywaczem metalu. Dzięki temu nie tylko żaden przedmiot nie został omyłkowo wyrzucony na hałdę, ale również udało się zlokalizować sygnały będące głębiej, co było wskazówką, gdzie znajdują się obiekty metalowe. Miejsca te były specjalnie znakowane, aby szczególnie uważać podczas operowania szpadlem czy gracką. Muszę jednak przyznać, że w tym sezonie o wiele więcej czasu poświeciłem na prace typowo archeologiczne, a w rękach zdecydowanie częściej miałem grackę, szpachelkę czy pędzel niż wykrywacz. I mówiąc szczerze – bardzo mi się to podobało! Pod merytorycznym nadzorem prowadzących wykopaliska archeologów zdobyłem naprawdę sporo nowych doświadczeń, co mam nadzieję zaowocuje w przyszłości.

– Wydaje mi się, że poszukiwacze skarbów obowiązkowo powinni przechodzić szkolenia, które pomogłyby im rozpoznawać zabytek, zabezpieczyć miejsce odkrycia. Kilka lat temu takie szkolenia organizowano na Warmii i Mazurach. Co ty o tym sądzisz?

– Jest to dobry pomysł, bo wiedzy nigdy za wiele. Poszukiwacze i archeolodzy mogą się bardzo dużo nauczyć od siebie nawzajem. Nam, eksploratorom, z pewnością przyda się wiedza jak rozpoznawać obiekty archeologiczne, zabytki, warstwy kulturowe czy miejsca, które ze względu na swoje ukształtowanie terenowe mogą być stanowiskami archeologicznymi (grodziska, kurhany). Dzięki temu będzie można zminimalizować ewentualne szkody robione przez nieświadomych poszukiwaczy. Przecież nie każdy początkujący eksplorator od razu wie, jak wygląda fibula czy np. fragment bransolety z brązu. Często takie zabytki lądują w kartonach ze złomem, bo znalazca nie ma wiedzy, aby je poprawnie zidentyfikować. Takie szkolenie z pewnością rozwiązałoby ten problem. Oczywiście otwartym pozostaje pytanie o kwestie organizacyjne: kto miałby takie szkolenia przeprowadzać i finansować. Jeśli miałyby być obowiązkowe, to pojawiają się pewne problemy – w końcu szacuje się, że jest nas nawet około 100 000. Żaden urząd konserwatorski nie ma sił i środków, aby przeszkolić taką ilość ludzi. Dlatego potrzebne są tu mądre rozwiązania, aby takie szkolenia miały sens i przyniosły oczekiwane skutki.

fot. Jolanta Błasiak-Wielgus

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here