Największą zaletą tej książki jest to, że w pełni oddaje ona klimat poszukiwań. Największą wadą z kolei, że pozostawia niedosyt. Chciałoby się z miejsca siąść do lektury kolejnej części.

Odpowiadając na pytania, które pewnie wszyscy zadawali sobie przed kupnem „Zapisków Hansa Heinricha”, piszę od razu: książka lepsza jest od „Nocy patagonów”. Jakby autor uważnie wsłuchał się w uwagi czytelników. Tekstu jest więcej, pojawiły się też zdjęcia. Całość jest bardziej przystępna i chyba bardziej dojrzała. Po prostu lepsza, bardziej wciągająca.

Autor, bez zbędnego wstępu, wprowadza w świat poszukiwań. Pokazuje naszą pasję tak, jaką jest w rzeczywistości. Dużą wartością dla mnie są relacje o odkryciach skarbów sprzed lat, których pewnie w żadnych innych okolicznościach bym nie poznał.

Dla początkujących poszukiwaczy książka może rzeczywiście pełnić rolę przewodnika i poradnika. Czy jednak jest to „wszystko, co powinieneś wiedzieć, by znaleźć skarb”, a takie zdanie znalazło się na okładce? Na pewno większość tego, co powinno się wiedzieć. Przynajmniej w kontekście takich przeciętnych poszukiwań, którymi większość z nas się zajmuje. Zażartowałem, że gdy całkowicie zakażą nam poszukiwań w Polsce, to do tej książki będzie można sięgnąć, by przypomnieć sobie, jak to było za dobrych czasów…

Z minusów: brakuje mi podpisów pod zdjęciami. Szkoda też, że ilustracje nie są w kolorze. Ale link do strony, gdzie zamieszczone są w kolorze, rekompensuje to. Zdjęć mogłoby być też więcej. I szkoda, że okładka nie jest twarda, ale rozumiem, że odbiłoby się to na cenie. A ta nie jest wysoka, jak na książkę. 29,90 zł, do tego przesyłka, to nie dużo.

Podsumowując, wystawiam ocenę bardzo dobrą z minusem. Minus za długi czas oczekiwania na dostarczenie „Zapisków…”. I liczę, że doczekamy się kolejnej części książki. Oby jeszcze dłuższej.

Adam z Lęborka

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here