Niejednego z naszych lotników zainteresuje niewątpliwie fakt, że to w czasie swych lotów ćwiczebnych może z powodzeniem pełnić funkcje archeologa i to przy pomocy obiektywu fotograficznego. Najbardziej pouczających przykładów dostarcza w tym względzie lotnictwo angielski, ostatnio także niemieckie.

Lotnik ma tę wyższość nad „przyziemnym” archeologiem, że widzi powierzchnię ziemi pod innym całkiem kątem i oczywiście obszar o wielekroć większy. Zobaczymy niebawem, jakie to ma znaczenie dla wykrywania obiektów archeologicznych. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, jak niebywale długo zachowują się w ziemi ślady zmian, dokonanych niegdyś przez człowieka. Wszelkie naruszenie pierwotnego stanu podglebia a czasem i gleby, zostawia po sobie ślad, który oko specjalisty może z łatwości odczytać i po tysiącach lat jeszcze. Normalnie dzieje się to w ten sposób, że usuwa się przy wykopaliskach archeologicznych płaszcz próchnicy, nakrywający niemal z reguły calec podglebia. Na miejscu osady przedhistorycznej, o której wszelki słucha zaginął, dostrzega się po zdjęciu próchnicy na jasnym calcu (przeważnie piasku, żwirze lub glinie) cały system plam i smug, stanowiących pozostałość po rowach i tym podobnych zagłębieniach, wykopanych tu niegdyś i zapełnionych zmieszaną ziemią o charakterze próchniczym. Archeolog notuje skrzętnie na planie wszelkie dostrzeżone przez siebie różnice w zabarwieniu powierzchni calca i odtwarza na podstawie planu, uzyskanego w ten sposó, rzuty poziomie budowli i całych osad. Samo odkrycie miejsca, w którym znajdują się ślady działalności i pobytu człowieka przedhistorycznego, jest bądź dziełem przypadku (przy różnorakich robotach ziemnych), bądź też wynikiem celowym poszukiwań archeologów na miejscach, specjalnie przydatnych do osadnictwa lub do założenia cmentarzyska lub też w punktach, obfitujących już na powierzchni w różne zabytki. Olbrzymia jednak część pomników odległej bardzo przeszłości uszłaby zupełnie uwadze uczonych lub przypadkowego odkrywcy, gdyby nie argusowe oko lotniczego obiektywu fotograficznego.

W miejscach, gdzie prze wielu wiekami istniały jakieś wykopy, doły czy rowy, wegetacja jest bujniejsza. Rośliny są tu wyższe i mają ciemniejsze zabarwienie. Z ziemi nie dostrzeże się tych różnic, patrząc na pole niemal całkowicie z boku. To samo, oglądane z wysokości samolotu, w kierunku prawie prostopadłym, pozwala zauważyć z cudowną wyrazistością zarysy drewnianych grodów obronnych, całkowicie zrównanych z ziemią, wsi dawno zapomnianych, kurhanów zaoranych, kontury rowów i wałów fortecznych i ślady dróg już nieistniejących. Bywa i tak, że resztki murów czy inne jakieś trwalsze ruiny podziemne dają znać o swym istnieniu w sposób odwrotny. Podczas posuch żółknie na nich trawa lub też wypala się zupełnie, podczas gdy otoczenie, w którym nie ma przeszkód dla korzeni roślinnych, zachowuje swą świeżą zieloność. Z całą dokładnością dostrzeże wtedy lotnik zarysy domostw czy całych osiedli jakby na rzucie poziomym planu architektonicznego. W taki właśnie sposób odkryto położenie i stwierdzono kształt rzymskiej wsi Caistor w Anglii, dotychczas całkiem nieznanej.

Na tym nie wyczerpują się bynajmniej możliwości lotnika odkrywcy. Na świeżo zaoranej ziemi lub w ogóle takiej, która pozbawiona jest szaty roślinnej, dostrzec może oko lub czulszy od oka obiektyw ciemne lub jasne plamy, których konfiguracja będzie wskazywała, że to pozostałości po jakichś obiektach przedhistorycznych. Będą to jakieś jamy lub rowy, wypełnione czarną próchnic, bądź też grodziska itp. całkiem splantowane, ale odznaczające się jasną barwą calca z podglebia, zużytego między innymi do ich budowy i wydobytego na powierzchnię roli. Ciemniejsze plamy w obrazie, widzianym przez lotnika, mogą też być spowodowane przez większą ilość wilgoci w miejscach poruszony już niegdyś ręką człowieka (wskutek mniejszej spoistości gleby).

Jest jeszcze inny sposób, w jaki można z samolotu wydrzeć ziemi jej tajemnice. Oświetlenie boczne w chwili, gdy słońce znajduje się tuż nad horyzontem, sprawia, że powstają bardzo długie cienie. One to zdradzają najmniejsze podwyższenia a także wgłębienia terenu, prawie niedostrzegalne dla człowieka stojącego na ziemi. Kurhany wystające zaledwie kilkadziesiąt centymetrów nad poziom, niemal całkowicie zrównane wały i inne usypiska sztuczne ukazują się oczom lotnika, patrzącego z samolotu, w kilkakrotnym przewyższeniu. W taki sam sposób można by odkryć leje po szybach opuszczonych pól górniczych.

W Anglii stosuje się zdjęcia lotnicze do celów odkrywczych w najszerszej mierze i najdawniej. Rezultaty są znakomite. Bez jakichkolwiek prac wykopaliskowych dowiedziano się o istnieniu ogromnego mnóstwa zabytków, z okresu panowania rzymskiego, jak np. obozy legionów, wieże, trakty, umocnione folwarki, a także ustalono położenie i kształt rozlicznych starszych zabytków, między innymi grobów z epoki brązowej, a nawet młodszej epoki kamiennej (2500-1800 przed Chrystusem). U tych ostatnich udało się nawet uchwycić ślady ich drewnianej obstawy. W Niemczech ustalono przy pomocy fotografii lotniczej przebieg fortyfikacji obronnych wokoło grodu Werla koło Goslaru, zbudowanego przez Henryka I przeciw Węgrom. Badania archeologiczne, przeprowadzone przed dokonaniem tych zdjęć, doprowadziły do odkrycia tylko dwóch pierścieni murów. Ze zdjęć powietrznych przekonano się jednak, że istniały wieże, różne budowle, drogi itp. Badania, przeprowadzone potem w miejscach wskazanych przez fotografię lotniczą, potwierdziły w całej pełni dane, dostarczone przez nią.

Zdjęcia lotnicze służą nie tylko do wykrywania obiektów archeologicznych. W równej mierze używa się ich do utrwalenia kształtu i położenia zabytków, widocznych na powierzchni. W tej dziedzinie może się pochwalić również i polska prehistoria pewnymi osiągnięciami. Z inicjatywy autora tych słów i grona jego kolegów dokonano w r. 1929 zdjęcia lotniczego osady nadmorskiej z końca młodszej epoki kamiennej (1800 przed Chr.) w Rzucewie w pow. morskim. Staraniom p. dra Władysława Kowalenki z Poznania należy zawdzięczać sfotografowanie licznych grodzisk wielkopolskich z czasów piastowskich w roku 1935. P. dr Zdzisław Rajewski, zastępca kierownika badań w znanej osadzie bagiennej z wczesnej epoki żelaznej (700-400 przed Chr.) w Biskupinie w pow. żnińskim, wpadł w r. 1935 na pomysł zużytkowania balonu na uwięzi do zdjęć pionowych tej osady. Zdjęć dokonywano przy pomocy małego balonu, wykonanego specjalnie dla ekspedycji wykopaliskowej Uniwersytetu Poznańskiego w wytwórni balonów w Jabłonnie i ofiarowanego przez Ministerstwo Spraw Wojskowych. Balon ten mógł dokonywać zdjęć z wysokości 200 m. przy pomocy aparatu fotograficznego, działającego samoczynnie. Robiono też zdjęcia ze znacznie większego balonu obserwacyjnego z wysokości do 100 m., przydzielonego przez Pana Marszałka Śmigłego-Rydza. Oprócz tego dokonano też szeregu samolotowych zdjęć osiedla biskupińskiego. Trzeba tu dodać, że wszystkie te imprezy były możliwe tylko dzięki bardzo wydatnej pomocy naszych lotniczych władz wojskowych. To jednak, co dotychczas u nas zrobiono, nie powinno nas zadowalać, gdyż lotnicza akcja odkrywcza w dziedzinie prehistorii, scharakteryzowana w pierwszej części tego artykułu, nie może się u nas niestety poszczycić jakąkolwiek pozycją. Zwracam się tedy z gorącym apelem do naszych lotniczych władz wojskowych, aby w ramach swych możliwości zechciały dopomóc nam, archeologom. Spełnienie postulatu zwrócenia uwagi na zabytki przedhistoryczne nie powinno natrafić na poważniejsze trudności z szeregu względów. Dokonywanie zdjęć podobnego rodzaju podczas obowiązkowych lotów ćwiczebnych, nie jest specjalnie kosztowne, kształci zaś wybitnie zmysł spostrzegawczy obserwatora. Poza tym wydaje mi się rzeczą słuszną, aby przy odszukiwaniu i badaniu najstarszych fortyfikacji na ziemiach polskich, jakimi są grodziska przedhistoryczne, brali też udział wojskowi, boć to ich specjalność.

(Przy pisaniu artykułu tego korzystałem z informacji, zawartych w artykule W. Buttlera pt. „Luftbild und Vorgeschichte” – Westdeutscher Beobachter z dnia 27.XII.1937, dalej w pracy C. L. Wooley’a pt. „Mit Hacke und Spaten”, Lipsk 1932, oraz w artykułach Clarka i Crawforda w Proceedings of the Prehistoric Society 1936, Jan.-July, Camridge).

Konrad Jażdżewski, Lotnictwo na usługach prehistorii, „Z Otchłani Wieków” 1938, z. 3-4.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here