Pamiątki po żołnierzach walczących w sierpniu 1914 roku na terenie Prus Wschodnich

Klęska Rosjan pod Tannenbergiem w sierpniu 1914 roku była zupełna. Zginęło około 30 tysięcy żołnierzy rosyjskich, do niewoli dostało się kolejne 100 tysięcy. Zdezorientowani, pokonani Rosjanie przez wiele dni błąkali się po wschodniopruskich lasach. Niektórzy wycieńczeni, niektórzy zaskoczeni, poddawali się Niemcom całymi grupami, wcześniej oddając ziemi wyposażenie, ordery, odznaki czy medale. Dziś pozostałości po wielkiej bitwie sprzed 100 lat to wielka gratka dla pasjonatów historii. Wśród nich jest “Kudłaty” – poszukiwacz skarbów z Olsztyna, który od 12 lat tropi w terenie ślady po działaniach wojennych z sierpnia 1914 roku.

zdziennikaodkrywcy.pl: – Można powiedzieć, że czas prowadzenia poszukiwań na terenie bitwy pod Tannenbergiem już się skończył. Najlepsze lata za poszukiwaczami. Jakie ty masz wspomnienia z poszukiwań śladów po największej bitwie, jaka rozegrała się na froncie wschodnim I wojny światowej?

Carskie klamry znalezione w lasach, gdzie rozgrywały się epizody bitwy tannenberskiej

Kudłaty: – Czy ja wiem, czy się skończył… Prawdą jest, że coraz mniej przedmiotów znajduje się w ziemi, jednak nigdy nie było ich jakoś specjalnie dużo. Przynajmniej nie w czasach, w których ja zacząłem szukać pamiątek po bitwie pod Tannenbergiem. Ilość znalezisk to wypadkowa „łopatogodzin” spędzonych w lesie. Tylko od tego zależy skuteczność poszukiwacza. Dwanaście lat temu jeździliśmy na teren bitwy co weekend. Kopaliśmy od świtu do zmierzchu. Niejednokrotnie wstawaliśmy jeszcze przed wschodem słońca, a wracaliśmy po zmroku. I wiele razy wracaliśmy z pustymi kieszeniami. Słyszało się, że gdzieś ktoś coś znalazł. To zawsze motywowało. Jednak takie same opowieści słyszy się i dziś. Poza tym kiedyś inaczej się szukało. Był inny sprzęt. Warto wracać w stare miejsca i przeszukiwać je raz jeszcze. Poza tym w obecnych czasach człowiek nie nastawia się na znajdowanie pamiątek historii, tak jak kiedyś. Teraz samo znalezienie przedmiotu jest tylko przysłowiową wisienką na torcie. Cieszy nas samo szukanie, snucie opowieści, gdzie by tu pojechać, co sprawdzić. No i las – ten się nie zmienia. Lasy tannenberskie są jakieś magiczne. Uczą pokory.

– Czy jesteś w stanie powiedzieć, ile czasu spędziłeś w lasach, gdzie w sierpniu 1914 roku rozgrywały się epizody bitwy tannenberskiej?

– Dużo, naprawdę dużo. W okresie studiów każdy weekend spędzałem w lasach na terenie Nadleśnictwa Wielbark. Teraz wyjazdów jest mniej. Rodzina, praca. Trudno to wszystko pogodzić z hobby, szczególnie, gdy wycieczki z wykrywaczem nie są jedyną pasją. Od roku prowadzę własną firmę, to również skutecznie zajmuje mi każdą wolną chwilę. Wcześniej z kolei pracowałem kilka ładnych lat w delegacji i tylko na weekendy bywałem w domu. Wolny czas wolałem spędzać z rodziną. Teraz powoli zaczynam coraz częściej wracać do tych wspaniałych sosnowych lasów.

– Jakie były tego najlepsze efekty?

– Jak u większości, były to klamry od wojskowych pasów, czasami licznyj znaki czy odznaki pułkowe. Chodź do tych ostatnich trochę szczęścia miałem. Nie znalazłem jednak nigdy nic spektakularnego jak sztandarowy grot czy pieczęć pułkową czy ołtarz polowy. Zdarzyło mi się znaleźć dwie szable, kilka bebutów. Byłem jednak świadkiem znacznie ciekawszych znalezisk. To pozostaje w pamięci na lata.

– Co sądzisz o legendzie związanej z ukryciem słynnego skarbu Samsonowa?

– Skarb był, lecz nie w tej formie, o jakiej się zwykło mówić. Nie były to sterty złota, lecz srebrne półrublówki bądź drobniejszy bilon. Nie była to również jedna kasa dla całej armii. Była ona bowiem podzielona na mniejsze części pomiędzy poszczególne korpusy bądź nawet pojedyncze pułki. Już w latach powojennych Niemcy przejmowali kasy poszczególnych pułków. Największym skarbem Samsonowa są jednak odznaczenia, które on sam oraz oficerowie z jego sztabu schowali przed przekroczeniem drogi Nidzica-Wielbark w kierunku Karolinki. To rzeczywiście byłby skarb. Przedmioty bezpośrednio związane ze sztabem Samsonowa. Na pewno miałyby sporą wartość materialną, lecz ich wartość historyczna byłaby bezcenna.

– Czy wciąż w lasach Warmii i Mazur można spotkać poszukiwaczy, szukających śladów po działaniach wojennych sprzed 100 lat?

– Oczywiście. Wbrew pozorom jest ich znacznie więcej, niż na przykład 15 lat temu. Zawdzięczamy to potędze internetu. Wiele osób czyta internetowe fora i ogląda pokazywane na nich wspaniałe carskie artefakty. Pragną również takie znaleźć. To przyciąga poszukiwaczy, tak jak kiedyś przyciągało mnie. Teraz jednak nie jeżdżę do lasu po skarby, jeżdżę bo kocham ten las. Znam w nim każde drzewo. Z każdym skrzyżowaniem wiążą się wspaniałe wspomnienia.

2 KOMENTARZE

  1. Moja mama pochodzi spod Nidzicy. Opowiadała nam często jak to za dzieciaka sadząc lasy wykopywali przypadkiem guziki klamry a nawet siodła. .. niesamowite …teraz w te miejsca wracam ja z moimi dziećmi i z garretami. ..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here