Na każdego myślącego a kulturalnego człowieka wywiera przedmiot pochodzący z wieków odległych pewien czar, nie dający się bliżej określić.

Nie wchodzi tu w rachubę wartość materialna, nie zawsze piękno czy harmonia kształtów, pociąga raczej tajemnica dziejów.

Patrząc nań mówimy sobie: był on świadkiem zdarzeń, o których pamięć dawno zaginęła, patrzał na radość, na łzy ludzkie – posiadali go ludzie, których prochy wiatry dawno na różne strony rozwiały. Wyobraźnia pracuje, stwarza obrazy, dostosowując się do posiadanego zabytku.

Tym się tłumaczy chęć zdobycia czy to naczynie przedhistorycznego, czy też przedmiotu z jakiego kamienia, bursztynu, brązu lub żelaza pochodzącego z tych czasów.

O ile jednak moment ten uczuciowy zrozumieć łatwo, należy niemniej o stronie praktycznej pamiętać. Trzeba przede wszystkim pomyśleć o tym, aby zabytek zniszczeniu nie uległ i aby nauka pożytek z niego miała.

Tymczasem na ogół dzieje się wręcz przeciwnie. Każdy z nas widział już w tylu a tylu domach prywatnych naczynia grobowe ustawione na szafach czy innych meblach oraz najrozmaitsze zabytki, służące do użytku codziennego (siekierki jako przyciski do listów, przystawki grobowe jako popielniczki). Jakiż ich los? Grozi im bezsprzecznie prędzej czy później zagłada.

Wszakże trzeba od czasu do czasu z szaf i półek kurz usuwać. Przy tej operacji rozbija się jedno naczynie po drugim tak, iż po kilku czy kilkunastu latach zbiór istnieć przestaje.

Czego nie zdołały popsuć niezręczne ręce służącej, może nawet pani domu, dokonywa dobre serce właściciela zabytków. Przychodzi przyjaciel i prosi go o udostępnienie małego naczynka, bo, mówi, mas przecie jeszcze kilka innych tego samego kształtu. Następuje zgoda, przedmiot wędruje do przygodnego lubownika, otrzymuje nawet miejsce honorowe na biurku. Być może, że na miejscu tym ma byt zapewniony, ale… Ale zdarzy się, że rzeczoznawca je spostrzeże i zapragnie dowiedzieć się o nim rozmaitych bliższych szczegółów – i wtedy pada klasyczna odpowiedź: nic zgoła nie wiem. Posiedziciel zabytku nie wie, gdzie go znaleziono, czy na wydmie, przypadkowo przy orce czy w grobie – nie może nawet podać miejscowości, z której przedmiot pochodzi.

Zakładanie mniejszych czy większych zbiorów nie jest przeto w zasadzie rzeczą wskazaną, tym więcej, że i prawo na tego rodzaju poczynania nie pozwala.

Prawo to wymaga nie tylko, aby donoszono odnośnej władzy, a więc Państwowemu Urzędowi Konserwatorskiemu o każdym nowym znalezisku, ale wzbrania równocześnie nawet posiedzicielowi danego terenu robienia poszukiwań na własną rękę.

Jest to może rozporządzenie nie dla wszystkich wygodne, niemniej jednak konieczne, gdyż tylko specjalista może w pełni wyzyskać dla nauki wszystkie dane, które wykopalisko w sobie mieści.

Z tego jednak nie wynika, aby ludzie prywatni mieli się zawsze biernie wobec zabytków przedhistorycznych zachowywać. Przeciwnie – pomoc ich i współpraca są dość często wielce pożądane.

Zdarza się od czasu do czasu, że rolnik przy swej pracy natrafia na ślady człowieka przedhistorycznego, odsłaniając jaki grób, czy też znajdując jaki przedmiot. Nie zdając sobie sprawy z wartości naukowej zabytku, niszczy go bezmyślnie a przynajmniej nie dzieli się z nikim wiadomością o dokonanym odkryciu – a jeżeli przypadkowo władze powiadomi, to znacznie później lub wtedy, gdy już przedmioty dzieci popsuły.

Oczywiście, iż trudno oczekiwać, aby człowiek o mniejszym wykształceniu poczynał zawsze tak jak tego prawo wymaga – trudno też, aby czekał tygodniami na przybycie Konserwatora, zostawiając role swą nieuprawianą.

Tu właśnie ludzie dobrej woli, a dbali o rozwój nauki, powinni czynnie wystąpić, przeprowadzając w sposób racjonalny pracę ratunkową.

Jakież więc ma być ich zadanie?

Wychodząc z założenia, że zabytkowi grozi zagłada i że na przybycie specjalisty czekać nie można, należy po dokładnym oznaczeniu miejsca zająć się usunięciem przedmiotów z ziemi. Jeżeli chodzi o grób szkieletowy, pierwszą naszą troską, po sprawdzeniu kierunku, w którym zmarły leżał, będzie ratowanie czaszki, potem dopiero reszty kości. Dalej zwracać trzeba uwagę na to, c o przy nieboszczyku do grobu złożono: mogą to być naczynia, przedmioty z kamienia, bursztynu, gliny, szkła, brązu lub żelaza. Przed wydobyciem przedmiotów należy zrobić mały szkic i zanotować na nim, na jakim miejscu dane przedmioty się znajdowały.

Podobnych starań wymaga ratowanie grobu żarowego, to jest grobu, zawierającego spalone resztki zmarłego. Znane są rozliczne formy tego rodzaju zabytków, jak np. groby „łużyckie”, skrzynkowe, podkloszowe i jamy ciałopalne.

Punktem wyjścia będzie i tu sporządzenie choć najskromniejszego planu sytuacyjnego i oznaczenie na nim, jak naczynia i przedmioty były rozmieszczone.

Potem dopiero zabrać się można do ich wydobycia z ziemi. Naczynia, tak samo jak i inne przedmioty, opatrujemy numerami porządkowymi bez względu na to, czy są całe, uszkodzone lub potłuczone. Oczywiście, że te same numery powinny znajdować się na planie. W tym ostatnim przypadku należy większą ilość odłamków opatrzyć tym samym numerem, aby w ten sposób ułatwić pracę rekonstruktorom. Uszkodzone naczynie wkłada się do torebek lub owija w stare gazety, celem uniknięcia możliwych pomyłek.

W ogóle trzeba trzymać się następującej zasady. Zabiera i rejestruje się wszystko, co grób w sobie zawiera, bez względu na stan zachowania zabytków.

Pragnąłbym jeszcze pod koniec poświęcić kilka słów znalezionym przypadkowo na roli lub nieużytkach przedmiotom.

Samo ich znalezienie nie przemawia jeszcze za tym, że na odnośnym miejscu znajdowała się kiedyś jaka osada lub istniało cmentarzysko.

Przedmioty te mógł zgubić przedhistoryczny łowczy lub rolnik. Niemniej jednak mogą być one także pożądanymi wskazówkami i doprowadzić do dalszych odkryć. Z tej to przyczyny dobre jest podać miejsca, na których znaleziono zabytki przedhistoryczne, dokładnemu badaniu zewnętrznemu, ustalając czy nie ma tam jeszcze innych zabytków, jako to odłamków naczyń, wiórków krzemiennych, dalej czy nie występują wśród jednolitego zabarwienia ziemi ciemniejsze dobrze oznaczające się plamy, czy nie widać tu i ówdzie rozproszonych kości spalonych itd.

O ile się stan taki stwierdzi, należy uświadomić o tym Państwowy Urząd Konserwatorski wprost lub pośrednio za pomocą władz powiatowych albo wojewódzkich.

Giną co rok skutkiem niedbałości i obojętności ludzkiej setki i tysiące zabytków – giną mimo częstych nawoływań o pomoc i poparcie. Oby słowa moje koniec takiemu nieszczęsnemu stanowi rzeczy przyniosły.

Zygmunt Zakrzewski, Jak zachowywać się wobec zabytków przedhistorycznych?, „Z Otchłani Wieków” 1928, z. 2.

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here