„Krzyż Rycerski był dla nas niczym plakietka eskadry” – wspominał swoją służbę w elitarnym dywizjonie myśliwskich ekspertów JV-44 Johannes Steinhoff, który w czasie II wojny światowej odniósł 176 powietrznych zwycięstw. Steinhoff, po wojnie wysokiej rangi oficer lotnictwa Niemiec Zachodnich i NATO, był jednym z kilkudziesięciu wybitnych pilotów, którzy na początku 1945 roku trafili do specjalnej jednostki formowanej przez Adolfa Gallanda, byłego generalnego inspektora lotnictwa myśliwskiego Luftwaffe. Jednostka ta, dzięki użyciu nowoczesnych odrzutowych myśliwców Messerschmitt Me 262, mogła odmienić losy II wojny światowej.

Nowatorstwo konstrukcji pierwszego samolotu myśliwskiego o napędzie odrzutowym, który wprowadzono do użytku bojowego, jeszcze dziś zaskakuje, wzbudza zainteresowanie a nawet zachwyt. Skośne skrzydła, brak śmigła, dwa odrzutowe silniki oraz niekonwencjonalna jak na swoje czasy kontrukcja Messerschmitta Me 262, bliższe są wyobrażeniom o maszynach używanych w latach pięćdziesiątych niż o podstawowych myśliwcach Luftwaffe, które przez cały okres II wojny światowej były na wyposażeniu Sił Powietrznych III Rzeszy.

Mimo, że prace nad samolotami odrzutowymi rozpoczęto w Niemczech już w latach trzydziestych, dopiero potrzeba przeciwstawienia się alianckim bombardowaniom zdeterminowała niemieckie dowództwo do stowarzenia i wprowadzenia do użytku bojowego nowoczesnych myśliwców. Pierwszy latający samolot z napędem turboodrzutowym wzbił się już jednak w powietrze na kilka dni przed atakiem Niemiec na Polskę. I mimo, że pilotowany przez Ericha Warsitza Heinkel He 178 nie wzbudził zainteresowania urzędników Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy, to doświadczenia zebrane przez Ernsta Heinkela, którego pasją był rozwój nowych technologii w budowie silników samolotowych, zostały wykorzystane w kolejnych latach przy pracach nad samolotami Messerschmitt Me 262 i Heinkel He 280. He 178, który był wolniejszy od najszybszych niemieckich myśliwców z napędem konwencjonalnym, po zakończeniu testów trafił do muzeum lotnictwa w Berlinie, gdzie uległ zniszczeniu podczas jednego z alianckich nalotów w 1943 roku.

Adolf Galland, jeden z najzdolniejszych oficerów niemieckiego lotnictwa. W 705 lotach bojowych uzyskał 104 zwycięstwa. To on zabiegał o jak najszybsze wprowadzenie nowoczesnych odrzutowców do służby

Po pierwszym locie He 178, Heinkel przystąpił do dalszych powolnych i trudnych prac nad konstrukcją dwusilnikowego myśliwca He 280. Prototyp samolotu zaprezentowano we wrześniu 1940 roku. Heinkel uzyskał wstępny kontrakt na budowę dwudziestu maszyn przedprodukcyjnych, z perspektywą wykonania kolejnych 300 samolotów. Cały projekt trapiły jednak ciągle problemy techniczne, przez co utracono finansowanie dalszych prac. Urzędnicy Ministerstwa Rzeszy zwrócili natomiast swoją uwagę na wytwórnię lotniczą Willy’ego Messerschmitta, która już od 1938 roku pracowała nad konstrukcją samolotu napędzanego turbinami gazowymi. Tak powstał Messerschmitt Me 262.

Prototyp Me 262 napędzany jedynie przez silnik tłokowy wzbił się w powietrze w kwietniu 1941 roku. Nieco ponad rok później samolot odbył swój pierwszy lot z silnikami odrzutowymi. Jednym z prototypów leciał Adolf Galland, który zachwycony był osiąganą prędkością i możliwościami bojowego wykorzystania maszyny. Przez kolejne miesiące Me 262 testowali inni piloci, do czasu, gdy Ministerstwo Lotnictwa zamówiło pierwszą przedprodukcyjną serię 45 samolotów. Myśliwiec, który zdaniem Adolfa Gallanda otwierał przed niemieckim lotnictwem nowe możliwości taktyczne, zaprezentowano Adolfowi Hitlerowi. Ten niespodziewanie zażądał, by Me 262 stał się szybkim bombowcem, co w konsekwencji opóźniło proces wprowadzania nowoczesnego myśliwca do służby. Niemieckie lotnictwo przez lekkomyślną decyzję Hitlera, która wywołała frustrację u wielu doświadczonych pilotów Luftwaffe, straciło ostatnie szanse na zmianę układu sił w powietrzu.

Johannes Steinhoff był jednym z pierwszych pilotów, którzy latali bojowo na Me 262

Nieudany eksperyment z odrzutowymi bombowcami sprawił, że Hitler dał się przekonać do zalet Me 262 jako myśliwca. Było już jednak za późno, by nowoczesne samoloty z wytwórni Willy’ego Messerschmitta mogły cokolwiek zmienić. Pierwsze egzemplarze maszyny trafiły do służby dopiero w lipcu 1944 roku i prędko dowiodły swej wartości. Rozpoczęto formowanie jednostek testowych, które miały przygotować pilotów mających latać na nowych myśliwcach oraz myśliwskich jednostek specjalnych. Pierwszą z nich kierował sam Walter Nowotny, niemiecki as myśliwstwa, który zginął w walce 8 listopada 1944 roku. Na swoim Me 262 odniósł trzy zwycięstwa.

W styczniu 1945 roku, gdy los Niemiec był już przesądzony, Adolf Galland rozpoczął formowanie specjalnej jednostki myśliwskiej Jagdverband 44 (JV 44). W Luftwaffe cały czas służyły setki doskonale wyszkolonych pilotów myśliwskich, z których częśc trafiła za jego namową do nowej jednostki. W utworzonym przy pomocy Johannesa Steinhoffa dywizjonie ekspertów znaleźli się między innymi Heinrich Bär – strzelec wyborowy i wybitny pilot myśliwski, Gerhard Barkhorn – jeden z najskuteczniejszych pilotów myśliwskich wszech czasów, Walter Krupinski – ekspert myśliwski, Günther Lützow, który zestrzelił łącznie 110 samolotów, Klaus Neumann, który w całej swojej karierze zestrzelił łącznie aż 19 czterosilnikowych bombowców, Hans Grünberg mający na koncie 550 misji bojowych oraz Hans-Ekkehard Bob, Wilhelm Herget, Heinrich Brücker, Alfred Heckmann i wielu innych. „Mieliśmy raz jeszcze chociaż spróbować uzyskać przewagę w powietrzu” – wspominał Johannes Steinhoff, który pomagał Adolfowi Gallandowi w formowaniu nowej jednostki. „To nie były marzenia o wielkim zwycięstwie czy odwracaniu biegu historii, jak mogą sądzić jacyś głupcy – pisał Steinhoff – ale możliwośc pokazania, co mogą zdziałać doświadczenie i przewaga techniczna”.

Galland wiedział doskonale, że Me-262 był ostatnią nadzieją Niemiec w wojnie. I zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę było już za późno na uzyskanie przewagi w powietrzu. Na kilka miesięcy przed zakończeniem wojny były generalny inspektor lotnictwa myśliwskiego, który utracił swoje stanowisko po konflikcie z Hermannem Göringiem, chciał przede wszystkim przeciwstawić się alianckim formacjom bombowców. „Zostawcie w spokoju mustangi i thunderbolty – pouczał pilotów – nie wikłajcie się z nimi w walkę, nawet jeśli same wlezą wam przed celownik. Chcę sprawdzić, jak sobie poradzimy z latającymi fortecami, które niosą śmierć tysiącom bezbronnych ludzi na ziemi”. Tuż przed zakończeniem wojny odrzutowce wyposażono w podskrzydłowe wyrzutnie pocisków rakietowych R4M. Jedna rakieta mogła zestrzelić ciężki bombowiec a dobrze wycelowana salwa mogła rozbić całą ich formację. „Rakiety przelatują między bombowcami jak porcja śrutu przez stado kaczek – oceniał przydatność nowej broni Johannes Steinhoff – dwa bombowce zbliżają się do siebie i nagle ich kadłuby sczepiają się. Obie maszyny spadają razem na ziemię”. Sprzęt wszedł jednak do użycia w bardzo ograniczonej ilości dopiero w ostatnich tygodniach wojny.

Jagdverband 44 był najbardziej elitarnym dywizjonem w historii lotnictwa wojskowego. Był tym, czego potrzebowała Luftwaffe, aby zmienić przebieg wojny w powietrzu. Nowoczesne myśliwce wprowadzono jednak do służby zbyt późno i było ich zbyt mało, by mogły wpłynąć na przebieg wojny powietrznej. Piloci JV 44 zestrzelili między kwietniem a majem 1945 roku jedynie 47 samolotów przeciwnika, ale widok Me-262 w powietrzu do końca wojny elektryzował amerykańskich i brytyjskich pilotów bombowców.

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. „…mogła odmienić losy II wojny światowej” < osobiście nie lubię takich stwierdzeń, ale dobrze jest czasami pogdybać. Zwłaszcza w sferze historycznej :). Super artykuł.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here