W październikowym wydaniu “Gazety Gdańskiej” z 1935 roku opublikowano sensacyjną informację o wynalezieniu przez łódzkiego poszukiwacza skarbów “przyrządu wskazującego zakopany kruszec”. Trudno powiedzieć, czy mogło chodzić o pierwowzór późniejszego wykrywacza metalu lub urządzenia działającego na podobnych zasadach, bo w tekście nawet jednym zdaniem nie wspomniano o kwestiach technicznych. Pewne jest jednak, że już przed wojną, właśnie w Polsce, wiele mówiło się o pomyśle wykorzystywania fal radiowych od wykrywania przedmiotów metalowych znajdujących się w ziemi. Więc jeśli w 1935 roku nie skonstruowano urządzenia tego typu, to co takiego?

Informacja ta w pewnym sensie może zrewolucjonizować wiedzę na temat historii wykrywacza metalu. Do tej pory oficjalnie przyjmowało się, że pierwsze urządzenie tego typu skonstruowane zostało dopiero podczas II wojny światowej, a konkretnie na przełomie 1941 i 1942 roku. Co ciekawe, sprzęt zaprojektowany został przez Józefa Kosackiego, polskiego naukowca, wynalazcę, oficera Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Nie było to zresztą dzieło przypadku. W 1941 roku na plaży koło Arbroath w Szkocji patrol z 14 pułku ułanów polskiej 10 Brygady Kawalerii Pancernej wpadł na miny przeciwdesantowe. Wydarzenie to stało się impulsem do rozwinięcia pomysłu, nad którym Kosacki pracował jeszcze przed wojną. Po trzech miesiącach prób, udoskonaleń i doświadczeń polski wynalazca trzymał w ręku prototyp wykrywacza min. Dziś urządzenie znajduje się w muzeum Wojskowego Instytutu Techniki Inżynieryjnej we Wrocławiu, a sam Kosacki – jako wynalazca pierwszego ręcznego wykrywacza metalu – wpisał się na długą listę Polaków, którzy przyczynili się do zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej.

Reklama

Wykrywacz Kosackiego okazał się lepszy niż sześć podobnych brytyjskich projektów i to on zaczął być produkowany na dużą skalę i wykorzystywany w działaniach państw alianckich. Po raz pierwszy użyto go w trakcie II bitwy pod El Alamein w 1942 roku. Wśród zdjęć dokumentujących działania w Normandii w 1944 roku, znaleźć można zdjęcie brytyjskiego sapera używającego wykrywacza Kosackiego: Mine detector (Polish) Mark I. Detektor skonstruowany przez Polaka  nie został jednak opatentowany. Wynalazek Kosackiego został przekazany nieodpłatnie armii brytyjskiej.

Tekst pochodzi z październikowego wydania “Gazety Gdańskiej” z 1935 roku

Zastosowanie urządzenia łódzkiego wynalazcy B. Hessa było w zamyśle inne. Przyrząd, jak wskazuje notatka prasowa, służył wyłącznie do “wykrywania zakopanych w ziemi skarbów”. Autor tekstu opisał też efekty pierwszych testów wynalazku, które “wykazały jego użyteczność”: “W powiecie łaskim odnaleziono w ziemi kilka garnków z miedziakami i srebrem, zakopanych podczas powstania styczniowego”. Jak widać, wynalazca na tym nie poprzestał, bo niedługo po tym “rozpoczęto poszukiwania w powiecie radomszczańskim i, dzięki przyrządowi, wydobyto trochę zakopanego niegdyś kruszcu”. Notatka zakończyła się enigmatycznym opisem planów łódzkiego wynalazcy: “Obecnie robione są poszukiwania w powiecie częstochowskim w miejscach, gdzie według opowieści, krążących wśród ludu, mają się znajdować skarby, zakopane podczas wojen szwedzkich”. O efektach tych poszukiwań prasa już jednak nie informowała.

Takie to było życie bez konkurencji i ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Wyjście na testy i od razu kilka garnków z miedziakami i srebrem. Zazdroszczę tym z nas, którzy zaczynali jeszcze w latach ’80. Ja zaczynałem dziesięć lat temu – w 2004 roku, uzbrojony w plastikowy brytyjski wykrywacz firmy SAVO i ogrodową łopatę, i jeszcze wtedy było inaczej, niż dziś. Wykrywacz był prymitywny, ale działał. I – co najważniejsze – kosił. Niestety, wszystko się zmienia. Dziś co drugi poszukiwacz, wyposażony w nawigację, biega z nowiutkum Deusem, a w lasach i na polach coraz trudniej nawet o cynkowe pfennigi.

Wtedy – w 2004 roku – każde wyjście w teren przynosiło ciekawe odkrycia: monety, odznaki, guziki i ciekawostki, o których dziś już nawet nie pamiętam. A co dopiero musiało dziać się w latach ’80? I aż strach pomyśleć, czym naszpikowana była ziemia w połowie lat ’30? Dobrze byłoby choć na chwilę cofnąć się w czasie: do świata bez zawleczek od puszek, kapsli, ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, kilkunastotysięcznej konkurencji, a nawet wojennych depozytów, zakopów, odznak i nieśmiertelników. Jeśli byłaby taka możliwość, od jakiego miejsca zaczęlibyście swoje poszukiwania? I czym – według was – był tytułowy “przyrząd wskazujący zakopany kruszec”?

Reklamaksiazkioposzukiwaczach

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here